Krzyk 7 (2026) recenzja

Krzyk 7 (2026) recenzja

27 lutego 2026 Wyłącz przez Łukasz Karaś
Ocena: 6/10
Tagi: slashery

Reżyseria: Kevin Williamson
Kraj produkcji: USA, Kanada

Krzyk 7 poradził sobie lepiej niż bym sobie tego życzył.

Przypomnijmy, że włodarze studia najpierw wyrzucili Melissę Barrerę, która w dwóch ostatnich częściach grała główną bohaterkę. Za nią odeszła Jenna Ortega, kolejna ważna postać, a reżyser Christopher Landon stwierdził, że filmu nie da się uratować i również się wymiksował. Studio zatem zapłaciło odpowiednie pieniądze Neve Campbell, żeby powróciła do serii. Aktorka nie pojawiła się w poprzedniej części, gdyż oferowali jej za małe wynagrodzenie. Ale teraz, gdy grunt zaczął się producentom palić pod nogami posmarowali godziwie.

Krzyk 7 przenosi się z Nowego Jorku ponownie do małego miasteczka, w którym Sidney Prescott wiedzie spokojne życie z mężem i córką Tatum. Wciąż jest jednak nękana traumami z przeszłości. Koszmar zaczyna się na nowo, gdy zabójca w masce Ghostface’a zaczyna polować na nią i jej rodzinę.

Scenariusz Krzyku 7 to jego największa wada. Posklejany naprędce, bez porządnego pomysłu na siebie jadący jedynie na nostalgii. Fabuły tu w zasadzie nie ma. Jest Ghostface i stado owiec do zarżnięcia, w tym oczywiście Sidney i Tatum, które muszą mu się przeciwstawić.

Video nasties: zakazane filmy książka

Skoro odeszły Barrera i Ortega obsadę trzeba było czymś zapchać. Pojawia się tu masa papierowych bohaterów, których jedynym zadaniem jest umrzeć pod ciosami Ghostaface’a. Pojawiają się także stare, lubiane twarze, zarówno te spodziewane, jak i bohaterowie-niespodzianki.

Morderstw jest sporo i są krwawe, ale nie robią żadnego wrażenia. Po sześciu częściach potrzeba czegoś więcej niż noża wbitego w brzuch. Podobała mi się jedynie jedna, pełnokrwista, kreatywna scena morderstwa z flakami na pierwszym planie. Dostajemy jeszcze jedną w tym stylu, ale jest już tak groteskowa, że wyglądała niczym z kreskówki.

Realizacyjnie jest bardzo sprawnie. Ale co z tego jak scenariusz nie angażuje, fabuła potrafi się wlec, żadna scena nie trzyma w napięciu jak w świetnych poprzednikach, a ujawnienie tożsamości i motywacji zabójcy jest jednym z bardziej rozczarowujących w tej serii.

Mimo odbieraniu Barrerze wolności słowa ze względów politycznych i całemu chaosowi realizacyjnemu jaki z tego wyniknął Krzyk 7 mimo wszystko potrafi dostarczyć rozrywki. Film dla fanów serii, nostalgii za bohaterami i niewymagającej rozrywki. Po bardzo udanych dwóch poprzednich częściach ja wymagam jednak nieco więcej. Ale tak to jest, gdy polityczna poprawność wchodzi tam, gdzie nigdy nie powinna się znaleźć.

Zobacz również