Terrifier 2 (2022)

Terrifier 2 (2022)

14 listopada 2022 Wyłącz przez Skaras
Tagi: horrory gore, slashery

Reżyseria: Damien Leone
Kraj: USA

Dziś opowiem Wam o horrorze tak mocnym, że widzowie w amerykańskich kinach mdleli i wymiotowali. Przyjrzymy się, czy omawiany film jest naprawdę, aż tak obrzydliwy. Zapraszam do recenzji „Terrifier 2”.

Recenzję Terrifier 2 obejrzysz także na Youtube:

Morderczy clown Art rok po wydarzeniach z poprzedniej odsłony powraca, aby siać śmierć w małym amerykańskim miasteczku. Mieszkańcy akurat szykują się na nadchodzące święto halloween. Art szczególnie upatrzył sobie pewne rodzeństwo, Siennę i Jonathana. Wydaje się, że ich zmarły ojciec wiedział sporo o mordercy w stroju clowna.

„Terrifier 2” to amerykański horror w reżyserii Damiena Leone. Pierwszy raz Art pojawił się w jego dwóch krótkich metrażach „The 9th Circle” z 2008 roku opowiadającym o demonicznej sekcie, oraz w „Terrifier” z 2011 roku w takiej postaci w jakiej znamy go dziś. W filmie tym Art terroryzował dziewczynę tankującą na stacji benzynowej. Leone w 2016 roku postanowił nakręcić pełny metraż o morderczym clownie „Terrifier”. Był to brudny, obrzydliwy slasher pełen groteskowych scen gore, w którym Art ścigał dwie dziewczyny po pustostanie. Fabuła była prosta, nastawiona na ukazywanie okrucieństwa i w zasadzie niewiele się wyjaśniało.

Film spotkał się ze świetnym odzewem, głównie fanów horrorów, co zachęciło reżysera nad intensywną pracą nad sequelem, w którym miało być wszystkiego więcej. Jak wyszło?

Już scena otwierająca „Terrifier 2” pokazuje, że Art jest postacią nadprzyrodzoną, czego nie sugerowała jedynka. Przypominam, że w pierwszej części został zabity, ale jak przyzwyczaiły nas wszystkie „Piątki 13go” uśmierceni złoczyńcy często wracają w nadnaturalny sposób. Tak i tu Art załatał swoje rany – między innymi rozwalony mózg – przy pomocy części zamiennych jakiegoś nieszczęśnika.

Film skupia się na nastoletniej Siennie, która właśnie przygotowuje kostium na nadciągające Halloween. Dziewczyna mieszka ze swą matką, oraz młodszym bratem Jonathanem. W wigilię Halloween Siennie śni się groteskowy clown, który w onirycznej scenie sennego koszmaru dokonuje masakry w studio filmowym. Ochroną przed mordercą okazuje się miecz pozostawiony Siennie przez zmarłego ojca.

Sienna, oraz jej brat przygotowując się do święta zmarłych są nachodzeni przez osobę w stroju morderczego clowna Arta. Czy to ktoś tylko podszywa się pod zabójcę sprzed roku? Dziewczyna jest coraz bardziej zaniepokojona. Jej znajomi znikają jeden po drugim. Ostatecznie musi dojść do konfrontacji. Ale jaką rolę w całej intrydze odkrywa zmarły ojciec nastolatki?

Tak prezentuje się fabuła sequela „Terrifiera”. O ile w jedynce fabuła była jedynie pretekstem dla krwawych scen i popisu efektów specjalnych w wykonaniu samego Leone, tak w dwójce została bardzo rozwinięta. Wprowadzona wiele postaci, którym nadano rys psychologiczny. Znajduje się tu wiele lokacji jak dom Sienny, oraz jej koleżanek, w których rzecz jasna dojdzie do masakry. Budynek szkoły, w którym Jonathan napotka clowna, sklep z halloweenowymi gadżetami, klub nocny i wiele innych miejsc, w których Art będzie mógł dać upust swojej furii.

Jak Leone udało się upchnąć tyle postaci, lokacji i scenariusza do slashera? Przez horrendalnie długi czas trwania, a wynosi on aż 140 minut! To chyba najdłuższy slasher jaki widziałem w życiu. I przyznać muszę, że jest przydługi. Nie to, że są tu jakieś niepotrzebne sceny, zamulacze, czy coś. Leone nakręcił po prostu za dużo materiału. Za dużo dobrego materiału także nawet nie wiem, co można by tu wyciąć. Ale obcięcie metrażu o nawet 40 minut podkręciłoby akcję i nadało spójności dziełu. Bo w zasadzie każda sekwencja scen sprowadza się i tak do brutalnego morderstwa.

A skoro o morderstwach mowa. Wiecie, krwawych scen jest tutaj sporo. Może nie tyle i z taką intensywnością jak w jedynce, gdzie robiły ono większe wrażenie, bo były równie pomysłowe, ale przez ograniczenie scenariusza do minimum, wylewający się brud z ekranu i tuszowanie niedostatków budżetowych za pomocą mroku robiło większe wrażenie. Tutaj krwawych, brutalnych scen jest sporo, ale przez czas trwania są one równo rozłożone i nie stanowią lwiej części filmu. Tutaj gore jest pokazane w pełnym świetle i wydaje się po prostu trochę zbyt gumowe. Oczywiście, świetnie się to ogląda, ale to nie jest gore które szokuje, czy obrzydza, a ogląda się z uśmiechem na twarzy wpierdalając popcron popijając piwem.

A jakie atrakcje otrzymamy? Prócz obcinania głów, wydłubywania gałek ocznych i tym podobnych atrakcji jedna scena szczególnie mi się podobała, gdy Art szlachtował jedną z bohaterek. Po urwaniu jej ręki i ściągnięciu skalpu, gdy myślimy, że to już koniec Art wraca i kończy zabawę w swoim stylu.

Gdy już przyzwyczaimy się do gumy ze scen gore można czerpać wiele radości. A niemal w całości je wykonał Damien Leone wraz z Anthonym Giordano. Możecie być pewni, że krew i flaki nieraz zbrukają ekran.

Jeżeli chodzi o warstwę audiowizualną pomijając gore to jest tu po prostu przyzwoicie. Żadne wyżyny, ale też przyczepić się nie ma do czego. Praca kamer jest w porządku, kolorystyka ładnie nasycona. Czasem przygrywa synthwave wpadający w ucho, a aktorzy dają sobie jakoś radę.

W główną rolę wcieliła się zupełnie mi nieznana Lauren LaVera, na którą miło się patrzy, ot taka zwykła dziewczyna z przedmieść, lecząca traumę po śmierci ojca. Poradziła sobie z rolą przyzwoicie, choć Oskarów za aktorstwo nie będzie. W rolę Arta wcielił się ponownie David Howard Thornton i tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń. Clown ma znacznie więcej czasu antenowego niż w jedynce i mimo, że nic się o nim nie dowiadujemy to aktor ma więcej scen, w których może grać. Przypominam, że Art nie mówi, więc jest też czymś w rodzaju mima. Może grać tylko wyrazem twarzy i swoim ciałem. Świetnie wygląda zarówno, gdy z dzikim uśmiechem szlachtuje ofiary, ale także w scenach komediowych gdy clown przymierza okulary w sklepie z gadżetami hallowenowymi, czy scena w pralni z początku filmu, gdy Art pierze swoje zabryzgane krwią ciuchy i bawi się z Małą Bladą Dziewczynką.

No właśnie, bo sequel „Terrifiera” wprowadza nową postać, a jest nią pomocnica Arta, właśnie Mała Blada Dziewczynka. Ona też jest ucharakteryzowana na clowna, nosi czarnobiałe ubranie i jest równie odpychająca i szalona co jej starszy kolega.

„Terrifier 2” ma znacznie bardziej rozbudowaną fabułę w porównaniu do jedynki i przez to sporo za długi czas trwania, od którego może część osób się odbić. Krwawe sceny są obrzydliwe i pomysłowe. Jest ich sporo, ale są dość równomiernie porozkładane w metrażu. Nie dziwie się, że przy takim ich nagromadzeniu, ukazaniu w pełnym świetle i w dużych zbliżeniach ktoś mógł rzucić na sali pawia. Jednak sama fabuła jakoś nie powala. Przez bite dwie godziny oglądamy miotającą się siennę i Arta wykańczającego kolejnych mieszkańców, ale w zasadzie nic się nie dowiadujemy o jego motywacjach, czemu szczególnie upodobał sobie Siennę i co z tym wszystkim wspólnego ma jej ojciec, oprócz wątku z mieczem, który wprowadza tu element rodem z filmów fantasy.

Ostatecznie film mi się podobał. Może nie przez fabułę, ale przyjemne wykonanie, przez Lauren LaVera, przez świetnego i zabawnego Arta, przez konkretne gore wykonane w starym dobrym stylu..

Czekam na trójeczkę. A do niej pozostawiona jest furtka. Koniecznie obejrzyjcie scenę po napisach.

Zobacz również