Black Phone (2022)

Black Phone (2022)

31 sierpnia 2022 Wyłącz przez Skaras
Tagi: horrory o duchach, horrory o dzieciach, horrory o psychopatach

Reżyseria: Scott Derrickson
Kraj: USA

„The Black Phone” był hajpowany już długo przed premierą. Że gra tu Ethan Hawke, że wyreżyserował go gość od „Sinister”, że duchy, że będzie mroczno i straszno. No, tylko, że nie jest. Ale nie uprzedzając faktów zapraszam do recenzji „Czarnego telefonu”, w której postaram się wytłumaczyć, czemu to nie jest dobry horror.

Recenzję Black Phone obejrzycie także na Youtube:

 

Nastoletni Finney zostaje uprowadzony przez seryjnego porywacza dzieci. Policja nie może podjąć tropu. Z pomocą przybywa jego siostra, która w snach widzi poczynania porywacza. Nastolatkowi pomagają także… duchy uprzednio porwanych dzieci.

Niespecjalnie czekałem na nowy horror reżysera świetnego „Sinister” na podstawie książki Joe’go Hilla, syna Stephena Kinga. Trailer nie zapowiadał nic specjalnego. Ot duchy pomagają porwanemu chłopcu. Od razu jednak w oczy mi się rzucił ciekawie wykreowany świat przedstawiony, a mianowicie małe amerykańskie miasteczko lat 70tych pełne strojów i rekwizytów z epoki.

Derrickson już w „Sinister” pokazał, że potrafi wiernie odwzorować amerykański klimat lat 70tych. I tym razem też poszło mu świetnie. Nawet kolorystyka obrazu lekko wpada w sepię, co przywodzi na myśl stare klisze filmowe. Pomaga to wczuć się w klimat.

W tym miasteczku poznajemy Finneya. Jest to zwykły nastoletni chłopak, który wraz z siostrą uczęszcza do miejscowej szkoły. Finney ma problem z kilkoma szkolnymi oprychami, którzy postanowili się nad nim znęcać. Chłopak jest dość wątły i nie skłonny do przemocy także kilkukrotnie da sobą pomiatać. Na szczęście może liczyć na pomoc kolegi, który jest niezłym fighterem. Do czasu, gdy ten ginie bez wieści.

Miasteczkiem wstrząsa fala porwań. Facet nazwany „The Grabber” porywa chłopców do piwnicy w swym domostwie i taki też los spotyka Finneya.

Ląduje on w ciemnym betonowym bunkrze, w którym znajduje się tylko materac, toaleta, krata w wysoko umiejscowionym oknie, oraz czarny, niedziałający telefon na ścianie.

Tożsamość porywacza, oraz jego motywacja pozostają nam nieznane, co początkowo budzi pewne zainteresowanie widza. Ethan Hawke w roli Grabbera na ekranie pojawia się zawsze ubrany w dość upiorną maskę diabła, w której dolną połowę można wymieniać zmieniając nastrój maski z uśmiechniętej na smutną. Postać jest w miarę ciekawie wykreowana, gdyż nie zachowuje się jak brutal. Przemawia słabym, rachitycznym głosem, jego ruchy są niepewne. Sprawia wrażenie spokojnego staruszka. Do czasu, aż nie zaczyna grać z Finneyem w swoją chorą grę. Wtedy wychodzi, że to psychopata pierwszej wody.

Finney jednak nie jest sam, bo pomaga mu młodsza siostra. Ta jest przeciwieństwem chłopaka i muszę przyznać, że to postać, która najbardziej wzbudziła moją sympatię. Madeleine McGraw w roli Gwen to postać wybuchowa. Nie daje sobie dmuchać w kaszę i podczas, gdy jej brat daje się okładać chuliganom ta wpada na ostrej kurwie rozganiając ich kamulcem za co sama dostaje srogi wpierdol. Do tego dziewczyna rzuca takie wiązanki, że aż miło się słucha jak jedzie po policjantach, czy Jezusie Chytrusie.

Ale pomoc w walce wręcz to nie jedyna pomoc jaką Gwen oferuje. Dziewczynka ma także pewne zdolności parapsychiczne. W swoich snach widzi urywki porwań Grabbera i staje się jedynym punktem zaczepienia policji. Punktem zaczepienia jednak dość wątłym toteż chłopak sam musi podjąć próbę ucieczki.

A pomoże mu w tym czarny aparat telefoniczny w piwnicy. Otrzymuje on bowiem rozmowy zza światów od wcześniej porwanych nastolatków, którzy naprowadzają go na sposoby ucieczki porywaczowi. I niestety cała przyjemność z seansu gdzieś się ulatnia w drugim akcie. Bo nie od dziś wiadomo, że w horrorze najbardziej straszy to co nieznane, a jak się pokazuje duszki w pełnej krasie to poza kilkoma średnimi jump scares nic nie stara się tu wzbudzić grozy.

Sam pomysł jest po prostu średni niczym z kart taniego komiksu. Kolejne telefony od duchów i ich wskazówki zwyczajnie zaczynają nużyć zamiast budować atmosferę, czy ciekawą historię. Nawet postać Grabbera, który jest tu tym złym wydaje się słabo rozpisana, a jego motywacje są dla mnie niejasne nawet teraz.

Chyba, że pójdziemy po najmniejszej linii oporu i wszystko wytłumaczymy, że był psychopatą i tyle. Choć ja po cichu liczyłem na wątek pedofilski, który jest niezwykle rzadko eksploatowany z horrorach, tym bardziej w tych głównego nurtu.

Nie przekonuje mnie także przemiana głównego bohatera. Ze strachliwego pacyfisty nagle przemienia się w pewnego siebie napierdalatora, bo przeprowadził rozmowę motywacyjną z couchem zza światów. Dało się to rozpisać znacznie lepiej.

Mam problem z tym filmem. Z jednej strony zwiastun w zasadzie pokazał wszystkie najważniejsze rzeczy i spodziewałem się po nim hollywoodzkiego badziewia.

Z drugiej otrzymałem film bardzo sprawnie zrealizowany technicznie, dobrze zagrany i nakręcony. Postacie były z krwi i kości, ale horror to z tego marny. Opowiedziana historia mnie nie kupiła, ale też nie powiem, że była tragiczna.

Chciałbym, aby reżyser Scott Derrickson otrzymał porządny scenariusz na miarę „Sinistera”. Bo „Czarny telefon” kopiuje rozwiązania z „To” Kinga, ale robi to w sposób mniej atrakcyjny.

„Czarny telefon” może nie okazał się głuchym telefonem, ale sporo mu jednak brakuje, aby walczyć o tytuł horroru roku, przynajmniej w moim zestawieniu.

 

Zobacz również