90 minut do wolności (2026) – recenzja

90 minut do wolności (2026) – recenzja

1 maja 2026 Wyłącz przez Łukasz Karaś
Ocena: 4/10
Tagi: science fiction

Reżyseria: Timur Bekmambetov
Kraj produkcji: USA

Chris Raven, projektant nowego systemu osądzania więźniów opartego o AI, które w 90 minut wydaje wyrok (i natychmiast uśmierca) sam budzi się przed jego obliczem. Jest oskarżony o zabicie żony. Ma 90 minut i dostęp do internetu, aby wykazać swoją niewinność.

90 minut do wolności jest intrygujący, gdyż dotyczy prawdopodobnej, niedalekiej przyszłości. Chris (w tej roli Chris Pratt) przytwierdzony do fotela siedzi przed wielkim ekranem, na którym awatar sędziego w postaci zimnej blondynki (Rebecca Ferguson) daje mu możliwość obrony w postaci wirtualnego przeszukiwania miejsca zbrodni, przeczesywania maili, połączeń telefonicznych, zapisów miejskich kamery, oraz kontaktowania się z potencjalnymi świadkami. Chris dzwoni zatem do swej córki, zaprzyjaźnionych policjantów i znajomych, by rozwikłać zagadkę. A czas tyka.

Video nasties: zakazane filmy książka

Największym plusem filmu jest utrzymanie uwagi widza i niezłego tempa biorąc pod uwagę na konwencję faceta siedzącego w fotelu i podejmującego jedynie decyzje, bez większego wpływu na wydarzenia. Największą wadą jest jednak sam pomysł na produkcję. Sąd AI jest całkowicie nieprzekonujący. Tego typu aplikacja powinna być bezbłędna, nieomylna i kalkulująca na chłodno. Tutaj się gliczuje, ma dylematy moralne, a jej twórca zachowuje się jakby wogóle nie wiedział jak działa. Cała masa głupotek (a im dalej w las tym ich więcej) są wepchnięte tylko po to, aby pchnąć fabułę do przodu. Nieprzekonujące zwroty akcji mające trzymać w napięciu jedynie odbierają tej dystopi resztki wiarygonodności. A to na wiarygodności miało opierać się napięcie, iż już za kilka lat takie wadliwe twory mogą decydować o naszym życiu.

Realizacyjnie jest bardzo sprawnie. Są i wybuchy, i pościgi samochodowe, i strzelaniny. No film nakręcony z jako takim rozmachem. A końcu wydano na niego 60 milionów dolarów.

Film jak najbardziej do obejrzenia, ale scenariusz traktuje widza jak idiotę. To produkcja nastawiona na prostą rozrywkę dla niewymagającego widza. Bo gdy zaczynamy film rozbierać na części pierwsze i analizować fabułę wtedy wychodzą jego fundamentalne wady.

Zobacz również