
Alfa (2026) recenzja survivalu z Netflixa
29 kwietnia 2026Tagi: survival horror
Reżyseria: Baltasar Kormákur
Kraj produkcji: Kanada, Australia, USA, Islandia
Sasha, kobieta która straciła chłopaka podczas wspinaczki wybiera się do Australii na spływ kajakowy na totalnym odludziu. Na swej drodze napotyka Bena, który zaczyna na nią polować. Mężczyzna nie wie jednak, że wytrenowana w sportach ekstremalnych Sasha nie będzie łatwą zdobyczą.
Alfa to do bólu typowy survival, w którym to na kobietę uciekającą przez australijską dzicz poluje psychopata uzbrojony w kuszę. To, co miało być odpoczynkiem od traumy po stracie chłopaka zamienia się w grę o przetrwanie z silniejszym przeciwnikiem. Sasha będzie musiała nie tylko uciekać przed Benem przez gęsty las, chować się przed nim, próbować przechytrzyć, walczyć, wspinać po skałach, płynąć strumieniami i wykorzystać cały swój arsenał umiejętności, ale również próbować pokonać własne słabości.
Alfa to kino typowe dla tego typu survivali. Ale scenarzysta zaserwuje nam kilka przyjemnych twistów fabularnych. Omawiana produkcja to co prawda nie horror, ale o horror szczególnie w jednej scenie mocno się ociera. Na uwagę zasługują piękne zdjęcia australijskiej przyrody, żwawe tempo i aktorstwo. W roli Sashy zobaczymy Charlize Theron, która radzi sobie nieźle. Ale prawdziwe brawa należą się Taronowi Egertonowi za stworzenie tak wyrazistej, zimnokrwistej i wprost przerażającej postaci szaleńca. To zdecydowanie najmocniejszy punktu Alfy.
Film jest nieco zbyt sztampowy i zachowawczy. Aż chciałoby się, aby Baltasar Kormákur odpowiedzialny za Everest, czy Beast popuścił trochę wodzy fantazji i wrzucił o wyższy bieg. Rozbudował nieco fabułę i dodał więcej szaleństwa. Mimo to Alfa to znakomicie oglądający się film, a rola Egertona to mistrzostwo!



