TOP 5 DOBRYCH SLASHERÓW

TOP 5 DOBRYCH SLASHERÓW

4 kwietnia 2022 Wyłącz przez Skaras

Lubicie slashery, ale widzieliście już wszystkie klasyki jak „Halloween”, czy „Piątek 13go”? Przybywam więc z odsieczą z listą 5 dobrych, a mniej znanych slasherów. Zaczynamy.

To zestawienie dobrych slaserów zobaczysz także na Youtube:

Alice, Sweet Alice

W dniu pierwszej komunii młoda Karen zostaje zamordowana w kościele przez zamaskowanego sprawcę w dziecięcej masce. Część ludzi o zbrodnie podejrzewa nieco socjopatyczną siostrę Karen – Alice. Jednak czy dziecko byłoby zdolne do takiego czynu? Policja, oraz ojciec dziewczynki wszczynają swoje śledztwa.

Alice, Sweet Alice” znane także jako „The Communion” to dość niezwykły slasher połączony z horrorem psychologicznym.

Reżyser sprawnie manipuluje widzem, aby te obrał jedną z trzech stron, co do tożsamości mordercy. Pierwsza, najbardziej banalna, że to faktycznie młoda Alice dopuściła się zbrodni. Druga, że to ktoś zupełnie inny podszywający się jedynie pod Alice. A trzecia, najbardziej przewrotna, gdy reżyser próbuje nam wmówić że to nie Alice, bo to zbyt banalne rozwiązanie, a jednak i tak podsuwa nam tropy, aby podejrzewać Alice. Zagmatwane, co nie?

W filmie jest sporo zagrywek psychogicznych, gdzie matka na przekór policji, oraz swojej siostry wierzy w niewinność córki. Do całego śledztwa włącza się miejscowy ksiądz pozostając bezstronny, a na naszym celowniku pojawia jeszcze kilka osób, które mogłoby być sprawcami zbrodni.

Zabójstw nie ma tu zbyt wielu, krew nie leje się gęsto, ale fabuła wciąga, a świetne aktorstwo uwiarygadnia historię dramatu matki i córki. W pamięci pozostaje także charakterystyczny żółty płaszcz przeciwdeszczowy, oraz maska noszone przez zabójcę.

Film dla bardziej wymagającego widza, który nie liczy na zawrotne tempo, ale dobrą historię.

Popcorn

Studenci szkoły filmowej postanawiają zorganizować w lokalnym kinie nocny maraton horrorów. W kinie grasuje seryjny morderca. Maggie, główna bohaterka wierzy, że zabójcą jest filmowiec, który 15 lat wcześniej podczas premiery swego filmu zamordował swoją rodzinę, a sam zginął w pożarze.

Popcorn” to postmodernistyczny slasher z 1991 roku, który zachował klimat lat 80tych. Jest to hołd dla oldschoolowych horrorów i fanów kina grozy.

W starym kinie, usianym plakatami kultowych dreszczowców, poprzebierani za monstra fani bawią się przy filmach o olbrzymim moskicie, elektrycznym mordercy, oraz japoński hit o smrodzie z jaskini. Organizatorzy przy każdym seansie stosują sztuczki Williama Castle, typu fruwająca kukła komara nad salą, pokaz filmu w 3D, rażące prądem krzesła i odór wydobywający się z otworów w ścianach.

Pośród całej tej imprezy grasuje morderca o spalonej twarzy przywdziewający maski upodabniające go do innych ludzi.

Każde z zabójstw jest pomysłowe i inne od poprzednich, a sam wygląd i motywacja zabójcy robi robotę.

„Popcorn” to nieco nostalgiczne westchnienie za czasami bardziej sprzyjającym kultowym horrorom.

Terror Train

Studenci koledżu robią kawał szkolnemu koledze, który w wyniku tego traci zmysły. Trzy lata później organizują imprezę kostiumową w jadącym pociągu. Jeden z zamaskowanych uczestników zabawy zaczyna wyżynać pozostałych.

Terror Train” to bardzo klasyczny slasher rozgrywający się w dość niestandardowym miejscu. Nie jest to szkoła, ani letni obóz, a jadących pociąg (czyli również miejsce odcięte od świata). Wiecie, z pędzącego pociągu raczej ciężko uciec. Uciec przed facetem, który został skrzywdzony przed laty i postanawia odebrać krwawą zemstę na swych oprawcach.

Prócz miejsca akcji reszta jest typowa dla standardowego slashera. Co prawda trupów nie pada specjalnie dużo i nie są przesadnie zroszone juchą, ale ze względu na to niestandardowe miejsce akcji nieźle sie ogląda.

Królową Krzyku zagrała tu Jamie Lee Curtis, która została doceniona po rolach w „Halloween”, „Prom Night”, czy „Mgle” i ponownie daje radę.

Jedną z głównych ról zagrał wcielający się w magika, [a jakże] David Coperfield, który tu i ówdzie zabawia gawiedź magicznymi sztuczkami

skutecznie odwracającymi wzrok od trupów rozścielonych po przedziałach pociągu.

Cutting Class

W amerykańskim małym miasteczku dochodzi do serii morderstw. Celem zabójcy stają się nauczyciele i uczniowie lokalnej szkoły. Podejrzenia szybko padają na nastolatka, który opuścił zakład psychiatryczny, w którym odbywał wyrok za zabójstwo.

„Cutting Class” to amerykański szkolny slasher z 1989 roku.

Co prawda morderstw ani nie ma zatrzęsienia, ani nie są specjalnie spektakularne, a klimat jest raczej luźno-szkolny to ogląda się go nieźle dzięki sprawnej realizacji, reżyserii, scenariuszowi i aktorstwu.

Między scenami mordów oglądamy perypetie trójki głównych bohaterów ich typowo szkolne problemy.

Ale najważniejsza jest zabawa w odgadnięcie tożsamości mordercy. Reżyser przez cały film ewidentnie wskazuje na jednego z trójki bohaterów, Briana. Gość nie dość, że siedział u czubków to wygląda i mówi jakoś dziwnie, a na dodatek ma obsesję na punkcie dziewczyny Dwighta (którego nota bene gra młody Brad Pitt).

No i reżyser ten bawi się z widzem, czy raczej bawi się widzem. Czy zabija faktycznie Brian? Może jednak któryś z jego kolegów? Czy zabójstw dokonuje dyrektor mający chrapkę na młode dziewczęta? A może przygłupi woźny?

Całości dopełnia niezła ścieżka dźwiękowa na którą składa się eitisowy mocny rock, a miejscami mroczny synthwave z dudniącym bitem i niepokojącym basem.

Obejrzyjcie „Cutting Class”, żeby się przekonać, czy Brian jest na prawdę tak szurnięty jak się wydaje.

Dr Giggles

Szaleniec uważający się za lekarza ucieka w zakładu dla obłąkanych, by powrócić do swojego rodzinnego domu. W tym samym czasie chora na serce Jennifer wraz z rówieśnikami kończy rok szkolny i chce się zabawić. Dr Chichot skutecznie ukróci te zapędy.

Rzadko zdarzają się slasherowi mordercy, którzy byliby tak charakterystyczni bez wdziewania na twarz maski. Samo oblicze Larry’ego Drake w roli zabójcy jest niepokojące a w połączeniu z jego psychopatycznym chichotem podczas dokonywanych morderstw zapada w pamięci na długo.

„Dr Chichot” to slasher ze świeżym pomysłem, aby antagonistą był lekarz. Wszystkie morderstwa przez niego popełniane są związane z medycyną. Jednego delikwenta zadźga termometrem, drugiemu wstrzyknie truciznę, a jeszcze innego potraktuje piłą do trepanacji. Każde z zabójstw skwituje zaś ciętym onelinerem.

„Dr Chichot” nie jest specjalnie krwawy choć trupów padnie całkiem sporo. Najbardziej jednak oglądając go za małolata utkwiła mi w głowie ryjąca banię scena, w której dziesięcioletni chłopiec wydostaje się z wnętrza trupa. Nawet dziś ta scena robi wrażenie.

Zobacz również