Night of the Creeps (1986)

Night of the Creeps (1986)

14 stycznia 2021 Wyłącz przez Łukasz Karaś
Tagi: horrory o zombie, science fiction

Reżyseria: Fred Dekker
Kraj: USA

Obcy wielokrotnie atakowali na srebrnym ekranie naszą Matkę Ziemię. Z nieznanych nam przyczyn wręcz setki razy próbowali podbić Zieloną Planetę, czy to przy pomocy niszczycielskich latających spodków, czy za sprawą różowego jednokomórkowca przybyłego w meteorycie, czy też atakując zarodnikami podmieniającymi ludzi na ich repliki. Po raz kolejny Ziemianie będą musieli stawić czoła inwazji z przestrzeni kosmicznej, tym razem jednak Obcy postanowili wykorzystać w tym celu ludzkie zwłoki.

Recenzję Night of the Creeps zobaczysz także na Youtube:

Rok 1959. Chłopak z dziewczyną są świadkami spadającego meteorytu. Oboje jadą sprawdzić miejsce uderzenia. Na miejscu dziewczyna pada ofiarą pscyhopatyczneo mordercy, a chłopak zostaje zaatakowany przez pasożyta z meteorytu. Trzy dekady później, w tym samym miejscu dwóch kolegów próbuje wstąpić do bractwa studenckiego. Jako inicjację muszą uprowadzić zwłoki z uniwersyteckiego centrum medycznego. W pobliskim laboratorium kriogenicznym odnajdują zahibernowane zwłoki, które postanawiają rozmrozić. Ku przerażeniu kolegów trup zaczyna się poruszać, zabijać, a także przekazywać ofiarom pasożyta, który przejmuje władzę nad ciałem. Już wkrótce szkolny kampus będzie musiał stawić czoła stadzie żywych trupów, a w rozwiązaniu zagadki powstających zmarłych pomoże detektyw miejscowej policji, który był na miejscu lądowania meteorytu 30 lat wcześniej.

„Night of the Creeps” jest debiutem reżyserskim Freda Dekkera, który wyreżyserował także komediohorror „The Monster Squad” z 1987 i „RoboCopa 3” w 1993 roku.

“Night of the Creeps” wielokrotnie mruga do widza obeznanego z filmowym horrorem.

Niech wymienię chociażby, że w jednej ze scen w telewizorze leci “Plan 9 z Kosmosu” Eda Wooda, a jedna z bohaterek ma na nazwisko Cronenberg, a przecież to David Cronenberg wyreżyserował “Shivers” opowiadający o pasożytach, które opanowują wieżowiec czyniąc z ludzi żywe trupy… tyle, że owładnięte rządzą seksu.

Prócz tego znajdziemy tu kilka innych nazwisk królów grozy jak Romero (od George’a Romero, reżysera „Nocy Żywych Trupów”), Carpentera (od Johna Carpentera, reżysera “Cosia”), czy Hoopera (od Tobe’a Hoopera, reżysera “Teksańskiej Masakry”) i kilka innych.

Fabuła filmu jest dość prosta, ale też wciągająca. Przywodzi na myśl „Inwazję Porywaczy Ciał”, w którym to obce zarodniki pojawiły się wraz z deszczem dały życie roślinom, które podmieniały ludzi na klony posłuszne najeźdźcom.

Tu mamy do czynienia z pasożytami, które mogą sterować zwłokami uprzednio dostawszy się do ich organizmów poprzez usta. Dochodzi do tego wątek psychopatycznego mordercy dzierżącego toporek strażacki i grupę morderczych żywych trupów.

Jest to, więc swoisty mariaż horroru o zombie wzorowanego na trylogii Romero, filmu science fiction lat 50tych, a także slasherów popularnych w latach 80tych.

Dochodzi do tego wątek humorystyczny typowy dla komedii dla nastolatków o imprezowaniu w kampusie, oraz garść niezłych tekstów jak chociażby ten, który stał się sloganem reklamowym filmu:
“– Mam dla was dobrą i złą wiadomość, dziewczyny. Dobra jest taka, że wasi partnerzy już tu są.
– A zła wiadomość?
– Nie żyją.”

Widać, że reżyser bawił się konwencją i na pierwszy rzut oka można dostrzec, że nie chciał zrobić filmu, który łatwo by było zaszufladkować.

Co prawda w pierwszej połowie filmu horroru nie ma zbyt wiele, a między jedną sceną akcji, a drugą przyjdzie nam trochę czekać obserwując imprezowe życie uniwersyteckie, ale rekompensuje to druga połowa, gdzie dzieje się już znacznie więcej, a nawet będziemy mogli ujrzeć sporą grupę zombie nacierającą na dom bractwa studenckiego i kilka smakowitych scen gore.

No właśnie gore. Niektórzy mogę narzekać, że efekty specjalne są byt gumowe. Mi się bardzo podobały, głowy trupów są rozrywane przez pociski przy rozbryzgach krwi i mózgu, ze środka wylewają się obleśne robale, zobaczymy tu nawet kota zombie.

Z obsady warto wymienić Toma Atkinsa znanego chociażby z “Mgły”, czy “Maniac Cop” w roli szortskiego policjanta po przejściach choć wiele nazwisk nawet epizodycznych postaci wyda się znajomych jak np. Robert Kerman znany m.in. z “Cannibal Holocaust”, czy Greg Nicotero – twórca efektów specjalnych z serialu “The Walking Dead”

Z seansu filmu powinien być zadowolony każdy, gdyż mamy tu i zombie i przybyszów z obcej planety i detektywa szukającego zemsty, a to wszystko okraszone odrobiną humoru. Czego więcej chcieć od filmu z lat 80tych. Ode mnie otrzymu

Zobacz również