Halloween Zabija Halloween Zabija
Najgorsze horrory 2021

Najgorsze horrory 2021

7 stycznia 2022 Wyłącz przez Skaras

Zły film złemu filmowi nierówny. Nie sztuka zrobić słaby obraz, gdy nie ma się ani pieniędzy, ani doświadczenia. Ale gdy ma się w budżecie grube miliony, a na koncie uznane filmy, a mimo to kręci się crapa od oglądania, którego oczy dostają raka. No, to już jest godne uznania.

Film ten obejrzysz także na Youtube:

Od razu wspomnę, że staram się nie oglądać gniotów, a filmy wybieram mając nadzieję, że będą dobre. Nie jestem masochistą, nie oglądam specjalnie filmów, o których mam przeczucie, że będą gównem. Ale w 2021 roku jednak natknąłem się na kilka strasznych paździerzy. Tym razem poukładałem filmy od najlepszego z najgorszych do arcychujowego.

Resident Evil: Welcome to Raccoon City

Claire po dziesięciu latach nieobecności wraca do rodzinnego miasteczka Racoon City, gdzie jej brat jest policjantem. Miasto powoli pustoszeje, gdyż koncert farmaceutyczny Umbrella Corporation właśnie zwinął interes. Gdy Claire przybywa na miejsce okazuje się, że mieszkańcy zaczynają zamieniać się w krwiożercze bestie. Na dodatek wojsko odcięło wszystkie drogi ucieczki.

Miałem dużą nadzieję po masakrycznie słabych ekranizacjach z Milą Jovovich, że reset serii przyniesienie nam dobry film. Ależ się myliłem.

Przede wszystkim w nowym residencie nie ma głównego bohatera, kogoś z kim widz mógłby się identyfikować i komu kibicować. Tyle samo czasu dostają zarówno Claire, jej brat Chris jak i fajtłapowaty Leon. W dodatku wszystkie te postacie są papierowe i bezbarwne. Ich los jest nam obojętny i wali nas, czy za chwilę jakiś licker nie zrobi im z dupska jesieni średniowiecza.

Film pozbawiony jest napięcia, nie ma tu też żadnego klimatu. A chyba nie ma nic gorszego w horrorze niż nuda i brak zaangażowania w wydarzenia. Sceny walk są biedne, CGI niewiele lepsze od smoka w Wiedźminie, fabuła durna, a zombie nie robią żadnego wrażenia. Może niech już lepiej przestaną się pastwić nad tą serią.

W lesie dziś nie zaśnie nikt 2

Adaś to młody, niedoświadczony policjant z małego posterunku gdzieś pośrodku Podlasia. Po tragicznych wydarzeniach z pierwszej części filmu jego przełożony wybiera się na miejsce masakry, aby przeprowadzić śledztwo. Gdy komendant długo nie wraca Adaś wraz z koleżanką po fachu Wanessą postanawia sprawdzić, co się stało. Okazuje się, że na miejscu grasuje krwiożerczy stwór.

Jestem z tej frakcji, która uważa, że pierwsza część „W lesie dziś nie zaśnie nikt” to dobry film. Udany pastisz na amerykańskie slashery przeniesiony na polskie podwórko. Niestety dwójka reżyser filmu Bartosz Kowalski tak popłynął ze scenariuszem, że podczas seansu można było usłyszeć płacz i zgrzytanie zębów. Bo mimo, że wykonanie nie odstawało od części pierwszej to historia była tak kuriozalna, że nijak nie idzie jej kupić.

W połowie filmu dwójka głównych bohaterów przeistacza się w potwory i dostajemy tak żenujący pokaz, że nóż otwiera się w kieszeni. Oto bowiem dwójka potworów romansuje ze sobą, czego zwieńczeniem jest scena łóżkowa, w której Julia Wieniawa odsłania swoje zwiędłe, potworne cycki (to akurat mi się podobało). Wolałbym, żeby Bartosz Kowalski zrobił klasyczny sequel, w którym dostalibyśmy powtórkę z rozrywki, tylko, że bardziej, lepiej i więcej. A tak wyszedł koszmarek, który można by prezentować jako książkowy przykład jak nie robić sequela.

Old

Małżeństwo z dwójką dzieci, sześcioletnim Trentem oraz jedenastoletnią Maddox wybierają się do kurortu na egzotycznej wyspie. Tam kierownik proponuje im wycieczkę na prywatną plażę, wraz z kilkoma innymi wczasowiczami. Na miejscu mały Trent odnajduje kobiece zwłoki. Nie to jest jednak najgorsze. Wkrótce okazuje się, że dzieci w kilka godzin znacznie się postarzały.

Horror od M. Night Shyamalana, który dał nam takie filmy jak „Szósty zmysł”, czy „Osadę” nie może być zły, prawda?

Old” to przykład filmu okrutnie złego, który warstwę realizacyjną ma przyzwoitą, ale scenariusz to plaga głupotek, debilnych pomysłów i karkołomnych rozwiązań fabularnych.

Mamy tutaj na przykład scenę seksu po której następuje natychmiastowa ciąża, a w ostateczności poród, czy wycinanie rakowego guza wielkości melona przy pomocy scyzoryka. Takich akcji jest tu od groma.

A zakończenie reżyser tłumaczy widzom łopatą, wszystko podając na tacy nie pozostawiając niczego na domyły, czy własną interpretację. Gówno jakich mało przy którym czas mi się dłużył jakbym sam znajdował się na przeklętej plaży.

Demonic

Carly zostaje wezwana przez tajemniczą firmę medyczną do stawienia się w placówce, aby przy pomocy specjalnej aparatury wejść w jaźń Angeli – jej matki, która znajduje się w śpiączce. W umyślę Angeli okazuje się, że ta została opętana przez demona, który będzie teraz nękał Carlę.

Gdy tylko usłyszałem, że Neil Blompamp, reżyser „Dystryktu 9”, a także kilku klimatycznych horrorowych shortów kręci pełnometrażowy horror nie mogłem się doczekać. Prawdopodobnie to największe rozczarowanie roku 2021.

Demonic” ze słabym scenariuszem nawet nie próbujący straszyć. Sceny z umysłu Angeli to idealne miejsce na zrealizowanie scen grozy, niestety reżyser nie wykorzystał tej szansy. No bo jedyna scena, która miała podnieść ciśnienie to wyświechtana do bólu zjawa chodząca w pozycji odwróconej pajęczym krokiem, co widzieliśmy już chyba dziesiątki razy.

Prócz nudy w pewnym momencie robi się wręcz kretyńsko. W trakcie seansu okazuje się, że lekarze badający Angelę to żadni lekarze, a tajna bojowa jednostka Watykanu składająca się z księży-komandosów służąca to zwalczania opętań. Nie, nie i kurwa jeszcze raz nie.

Army of the Dead

Teren Las Vegas został opanowany przez armię zombie. Miasto ewakuowano i otoczono murem. Scott Ward – najemnik otrzymuje od wysoko postawionego pana Tanaki misję zebrania drużyny specjalistów i wyruszenia do strefy zagrożenia, aby wydobyć 200 milionów dolarów z sejfu znajdującego się pod jednym z kasyn. Na miejscu okazuje się, że żywe trupy nie są do końca takie jakby się wydawało.

Kurwa, to dopiero jest arcydzieło arcychujowości. Jak można mając 90 milionów dolców budżetu nakręcić takie gówno. Przede wszystkim fabuła jest jak z taniego RPGa z lat 90tych. Zbierz drużynę, rusz w niebezpieczny teren, zdobądź wartościowy przedmiot. Oczywiście czas nagli, bo na miejsce akcji ma zostać zrzucona atomówka. Jakie to kurwa oryginalne.

Bohaterowie to najbardziej sztampowa ekipa w historii kina. Mamy klasycznego osiłka przygłupa, babochłopa, latynoskiego gangstera, lalusia, buntowniczkę. A wszyscy kurwią drewnem bardziej niż Pinokio. Dodajmy do tego strasznie przejaskrawione kolory, nieustanne używanie filtru rozmycia obrazu i teledyskowy montaż przez co ciężko patrzeć na ten koszmarek bez robienia sobie przerw na przemycie oczu spirytusem.

To niby horror, a sceny są efekciarskie niczym w połączeniu „300” z „Matriksem”. Ale największą spierdoliną filmu są żywe trupy. Dawno nie widziałem tak słabego pomysłu. Dostajemy bowiem króla i królową zombie, które stworzyły z innymi zombie jakiś rodzaj społeczeństwa. Żyją sobie w swej zamkniętej komunie przyjmując datki od żywych.

Zupełnie jak katoliccy księża.

Army of the Dead” przeszarżowany, durny, nieśmieszny i pozbawiony jaj. Najgorsze jest jednak to, że są masochiści, którym szajs od Snydera sie podobał. Przez nich nakręcono nawet spinoff „Armia złodziei” traktujący o chyba najchujowszej postaci z całego filmu. To dla mnie już zbyt wiele.

 

Zobacz również