
Znaki (2022)
8 lutego 2026Tagi: horrory o obcych, science fiction
Reżyseria: M. Night Shyamalan
Kraj produkcji: USA
Graham Hess, były pastor, który stracił wiarę po tragicznej śmierci żony, mieszka z dwójką dzieci i bratem na odizolowanej farmie w Pensylwanii. Pewnego ranka na ich polu kukurydzy pojawiają się gigantyczne kręgi. Od tego momentu życie rodziny zamienia się w koszmar wyczekiwania na nieuchronne.
W Znakach atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. Shyamalan po mistrzowsku operuje poczuciem bycia obserwowanym. Zaczyna się od subtelności: dziwne, niezrozumiałe głosy trzeszczące w elektronicznej niani, szelesty w kukurydzy, czy wrażenie, że w ciemnościach za oknem ktoś lub coś stoi i po prostu patrzy. Reżyser długo trzyma nas w niepewności, nie pokazując napastników w pełnej okazałości. Zamiast tego dostajemy strzępy informacji: spekulacje w telewizji, doniesienia o światłach nad miastami i narastający chaos, który dociera do bohaterów przez ekrany i głośniki.
Największą siłą filmu jest to, że niepokojąco potrafi być nawet w biały dzień. Scena na dachu czy bieganie pośród wysokiej kukurydzy w pełnym słońcu budują taki poziom stresu, że widz ma ochotę sprawdzić, czy drzwi do jego własnego mieszkania są na pewno zamknięte. Od początku wiemy, że mamy do czynienia z obcą cywilizacją, ale to brak wiedzy o ich zamiarach jest tu najbardziej paraliżujący.
Przełomem jest pamiętna scena z telewizji. Nagranie z przyjęcia urodzinowego w Brazylii. To moment, w którym wszystko staje się jasne, a podskórny niepokój zamienia się w czyste przerażenie. To jeden z najlepiej zainscenizowanych “skoków ciśnienia” w historii kina science fiction.
Aktorsko film stoi na bardzo wysokim poziomie. Mel Gibson jako wycofany, złamany przez los ojciec jest bardzo przekonujący, a Joaquin Phoenix w roli jego brata, byłego bejsbolisty, dodaje całości nieco ludzkiego, czasem nawet lekko humorystycznego zacięcia. Nie bez znaczenia jest też genialna ścieżka dźwiękowa Jamesa Newtona Howarda – te trzy powtarzające się nuty wwiercają się w mózg i budują klimat zagrożenia lepiej niż niejeden krzyk.
Druga połowa jednak obfituje w Shyamalinizmy. Poczynając od wątku żony przygwożdżonej do drzewa po kontrowersyjny finał z bitwą na bejzbole.



