Faces of Death (2026) – recenzja

Faces of Death (2026) – recenzja

22 maja 2026 Wyłącz przez Łukasz Karaś
Ocena: 5/10
Tagi: serial killer movie

Reżyseria: Daniel Goldhaber
Kraj produkcji: USA

Kultowe Oblicza śmierci z 1978 roku to legendarny, rzekomy dokument, który stał się synonimem kinowej kontrowersji. Zlepek materiałów przedstawiających brutalne egzekucje, strzelaniny, ataki dzikich zwierząt czy krwawe rytuały z najdalszych zakątków świata był tak drastyczny, że filmu zakazano w wielu krajach. Choć po latach wyszło na jaw, że spora część tych makabrycznych scen została po prostu wyreżyserowana, tytuł na stałe wpisał się do historii kina gore. Współczesna produkcja z 2026 roku podchodzi do tematu inaczej – zamiast kolejnego faux-documentary dostajemy pełnoprawny fabularny sequel, który próbuje przenieść tamten kultowy szał na realia ery cyfrowej.

Główną bohaterką jest Margot, moderatorka treści na portalu wideo o nazwie Kino. Dziewczyna codziennie przekopuje się przez internetowe szambo, aż trafia na nagrania zabójstw, które wyglądają jak wyjątkowo realistyczny hołd dla produkcji z 1978 roku. Sytuacja staje się napięta, gdy szefostwo bagatelizuje sprawę, a w mieście zaczynają znikać kolejne osoby. Kiedy ofiarą psychopaty pada lokalna influencerka, Margot postanawia działać na własną rękę. Włamuje się do systemu i rozpoczyna niebezpieczną grę w kotka i myszkę z mordercą, desperacko próbując wytropić autora tych makabrycznych materiałów.

Video nasties: zakazane filmy książka

Mimo że na ekranie wyraźnie czuć ograniczenia niskiego budżetu, nowa wersja jest zrealizowana całkiem sprawnie, a sama intryga potrafi na początku mocno wciągnąć. Reżyser nie żałuje widzom krwawych i bezwzględnych scen, co prowadzi do satysfakcjonującej, odpowiednio mięsistej końcówki. Niestety, dynamiczne tempo filmu w pewnym momencie drastycznie siada. Produkcja cierpi na rażący brak suspensu i dusznego klimatu grozy, który powinien towarzyszyć takiemu tematowi. Twórcy zdecydowanie za szybko odkrywają karty i ujawniają tożsamość antagonisty, przez co opowieść błyskawicznie traci całą swoją tajemniczość, a przydługi czas trwania potrafi miejscami porządnie uśpić widza.

Najjaśniejszym punktem filmu, poza solidnym gore, okazuje się jego warstwa publicystyczna. Produkcja działa jako całkiem trafny metakomentarz do współczesnych technologii i patologii social mediów. Z jednej strony bezlitośnie punktuje twórców, dla których liczą się wyłącznie kliknięcia i zasięgi – nieważne, jak wielkim koszmem i okrucieństwem okupione. Z drugiej strony reżyser celnie wymierza policzek samym odbiorcom: ludziom żądnym ekstremalnych wrażeń, którzy swoim chorym popytem napędzają powstawanie tak obrzydliwych obrazów. Gdyby tylko film trzymał w napięciu tak mocno, jak próbuje moralizować, mielibyśmy do czynienia z rewelacyjnym thrillerem. W obecnej formie to po prostu poprawny, momentami nużący straszak dla fanów filmowej makabry.

Zobacz również