Kolonia (2026) – recenzja
2 października 2026Tagi: horrory o zombie
Reżyseria: Yeon Sang-ho
Kraj produkcji: Korea Południowa
Bioterrorysta wkracza do koreańskiego wieżowca i rozprzestrzenia patogen zmieniający ludzi w krwiożercze nadpobudliwe bestie. Grupa ocalałych musi dostarczyć sprawcę policji, gdyż jest lekarstwem na zarazę. Problem w tym, że budynek został opanowany przez hordy bezmyślnych potworów, które w dodatku potrafią się komunikować.
“Colony” to nowy, południowokoreański horror o zakażonych nieco w stylu zeszłorocznego “Ziam“. Bez zbędnych wstępów grupka bohaterów zostaje rzucona w sam środek piekła jakim staje się wieżowiec pełen wygłodniałych zombie. Bohaterowie z początku starają się ich przechytrzyć, choćby wystawiając na przynętę tekturowe stojaki z podobiznami ludzi. Ale kolektyw zakażonych szybko się uczy. Co więcej doświadczenie jednostki jest przekazywane całej społeczności. Ocaleli muszą więc wymyślać coraz to sprytniejsze sposoby na przeżycie.
Zakażeni to agresywne bestie. Biegają na czterech kończynach, dużo skaczą, pokryci są białym organicznym śluzem i krwią. Z czasem ich zachowanie ewoluuje, stają się przebieglejsze i bardziej niebezpieczne.
Twórcy wpletli tu nieco nowych motywów przez, co film wydaje się świeższy. Moty kolektywnego organizmu, uczenia się przez zakażonych i przekazywania wiedzy całej społeczności to coś czego chyba jeszcze nie było. Niestety cała reszta to nic specjalnego.
Nie jest to film, który trzyma w napięciu. Bohaterowie nie są specjalnie sympatyczni czy bystrzy, więc ich życie niewiele nas obchodzi. Ataki zakażonych nie są na tyle dzikie aby pompowały w widzu adrenalinę. Jeśli chodzi o przemoc też jest wyjątkowo grzeczny i nie zobaczymy ani prutych flaków, ani zjadanych mózgów, czy rozszarpywanych ciał.
“Colony” jest jak najbardziej oglądalny, ale szczerze powiedziawszy spodziewałem się więcej, zdarzało mi się zerkać na zegarek, a wizualnie nie pokazał nic ciekawego. To film do obejrzenia i zapomnienia.



