
8 NAJLEPSZYCH złoczyńców z horrorów 2025 roku
16 lipca 2026Wiecie, co jest najbardziej przerażające w nowych horrorach? To, że coraz częściej łapiemy się na tym, że zaczynamy kibicować potworom. Jeśli myśleliście, że kino grozy pokazało już wszystkie twarze zła, to rok 2025 udowodnił, że potwory nie chowają się już pod łóżkiem. Oprócz świetnych historii, dostaliśmy w tym roku absolutną plejadę przerażających, skomplikowanych i po prostu fascynujących czarnych charakterów. Zaczynamy mocno, od wampira z problemem tożsamości.
Dziś przygotowałem dla was zestawienie ośmiu najciekawszych złoli z zeszłoroczych horrorów. Rozsiądźcie się wygodnie, zgaście światło i lecimy z tematem! Będę lekko nakreślał fabułę każdego z filmów, ale spokojnie – obywa się bez psujących zabawę spoilerów. Skupiamy się wyłącznie na tym, co w tych postaciach sprawia, że krew zamarza w żyłach.
Materiał ten obejrzysz także na Youtube:
Irlandzki Wampir Remmick – Grzesznicy
Zaczynamy od wyczekiwanego filmu Ryana Cooglera Grzesznicy. Fabuła przenosi nas na amerykańskie Południe lat 30. ubiegłego wieku. Dwaj bracia bliźniacy (w obu rolach świetny Michael B. Jordan) prowadzą klub muzyczny, który pewnej nocy staje się celem ataku wygłodniałych bestii. Ale to nie są typowe “Dracule” w pelerynach.
Głównym złolem jest tu Remmick, brawurowo zagrany przez Jacka O’Connella. Co czyni go tak genialnym? To irlandzki wampir-imigrant, który sam doskonale wie, czym jest marginalizacja. Oferuje głównej czarnoskórej obsadzie swoistą “utopię” – wyzwolenie z sideł rasizmu i ucieczkę przed nadciągającym Ku Klux Klanem. Brzmi kusząco, prawda? Remmick ma niesamowitą charyzmę, potrafi uwodzić radosnym irlandzkim tańcem, ale to wszystko jest pułapką. Jego propozycja to w rzeczywistości demoniczna, wymuszona asymilacja. Odbiera wolną wolę, by stworzyć “idealną społeczność”, do której sam zawsze chciał należeć. Jest czarujący, na swój pokrętny sposób uważa, że czyni dobro, a przez to staje się jednym z najbardziej niejednoznacznych i ludzkich antagonistów roku.
Przerażająca Matka – Oddaj ją
Od uwodzicielskiego wampira przechodzimy do zupełnie innego, znacznie bardziej zakamuflowanego rodzaju zła. Za nowy australijski dreszczowiec folk horrorowy Oddaj ją odpowiadają bracia Philippou – ci sami, którzy dali nam fenomenalne i wbijające w fotel Mów do mnie! Tym razem śledzimy losy dwójki osieroconego przybranego rodzeństwa, które z nadzieją trafia do nowego domu.
W rolę ich nowej, na pierwszy rzut oka troskliwej przybranej matki, wciela się Sally Hawkins. I to jest casting z piekła rodem (w tym pozytywnym sensie)! Ta sama Sally Hawkins, którą znamy z uroczych, delikatnych i niesamowicie wzruszających ról (jak w Kształcie wody czy Paddingtonie), gra tutaj bezlitosną fanatyczkę. Bracia Philippou wykorzystali jej naturalnie miłe usposobienie, by wywołać potężny dysonans poznawczy u widza. Okazuje się bowiem, że jej bohaterka używa sierot jako narzędzi do krwawego, okultystycznego rytuału. Ciepły uśmiech jest tu zaledwie maską ludożercy. Zobaczyć Hawkins, która metodycznie, z miłością w głosie recytuje mroczne inkantacje – czyste paliwo na koszmary.
Zostawmy na chwilę magię i rytuały w spokoju. Czas uderzyć w czystą, spoconą, brutalną fizyczność.
Rekinowy obsesjonat – Niebezpieczne zwierzęta
Zestawienie kontynuuje mroczny thriller survivalowy z Australii – Niebezpieczne zwierzęta. Młoda, zbuntowana surferka zostaje porwana i budzi się zdezorientowana na pokładzie brudnego statku. Jakby samo porwanie nie wystarczyło, dziewczyna wkrótce zdaje sobie sprawę z natury swojego porywacza.
W roli milczącego, metodycznego oprawcy występuje Jai Courtney. Jego postać to potwór owładnięty absolutną obsesją na punkcie krwiożerczych rekinów. Traktuje je jak bóstwa z głębin, a ludzi, których więzi w żelaznych klatkach – jako mięso rzeźne i ofiary, które wkrótce posłużą do rytualnego posiłku. W czasach, w których horrory często dryfują w metafory, okultyzm czy kosmos, ten seryjny morderca jest ukłonem w stronę ekstremalnie brutalnych, pierwotnych instynktów. To bezduszny drapieżnik ukryty w wielkim, fizycznie zastraszającym ludzkim ciele, który po prostu nie zna litości.
Porywacz znów atakuje – Czarny telefon 2
Czarny telefon Scotta Derricksona z 2021 roku okazał się ogromnym sukcesem, nic więc dziwnego, że dostaliśmy kontynuację. W Czarny telefon 2 znów schodzimy do mrocznego świata, w którym dzieci z przedmieść nie są bezpieczne, a z zaświatów nieustannie dzwoni odcięty aparat.
Co czyni ten film tak dobrym? Powrót The Grabbera (Porywacza), w którego ponownie wciela się fantastyczny w tej roli Ethan Hawke. W pierwszym filmie ten facet był uosobieniem bezwzględnego łowcy, nieprzewidywalnego socjopaty skrywającego się za maskami uśmiechniętego bądź smutnego demona. W sequelu jego aura staje się jeszcze cięższa, a granica między zwykłym przestępcą a mitycznym widmem całkowicie się zaciera. Hawke po raz kolejny genialnie bawi się dynamiką głosu i mową ciała – potrafi być upiornie wręcz “zabawny” niczym jarmarczny magik, by sekundę później stać się bestią o morderczych zapędach. To idealny dowód na to, że prawdziwe przerażenie kryje się w nieprzewidywalności.
O ile jednak The Grabber poluje z użyciem brutalnej siły i podstępu, o tyle nasz kolejny oprawca działa w o wiele subtelniejszy, choć równie makabryczny sposób.
Upiorna Ciocia Gladys – Weapons
Zach Cregger, twórca rewelacyjnego Barbarzyńcy, powrócił ze swoim nowym dziełem Weapons. Śledztwo powoli kieruje nas w progi niejakiej cioci Gladys. Słuchajcie, wyobraźcie sobie Pennywise’a, który postanowił przejść na emeryturę, założył moherowy beret, ale zapomniał przestać żywić się duszami. Ciocia Gladys, w którą wciela się weteranka kina Amy Madigan, to absolutny fenomen.
Na pierwszy rzut oka wygląda jak ekscentryczna, może lekko chora starsza pani: nosi jaskrawą, pomarańczową perukę, ma rozmazaną szminkę i kolorowe, kompletnie niedopasowane ciuchy. Ale pod tą warstwą dziwactwa kryje się prastara istota, wiedźma posługująca się krwawą magią i manipulująca ludzkimi snami. Gladys kontroluje umysły, wysysa siły witalne i porywa dzieci, zostawiając dorosłych w stanie głębokiej katatonii. Jej przerażający wygląd zestawiony ze starczym, powolnym tempem działania to coś, co nie wyjdzie wam z głowy na długo po seansie.
Po spotkaniu z prastarą, nadprzyrodzoną wiedźmą, aż prosi się o chwilę oddechu. Problem w tym, że w kinie grozy czasem najbardziej przerażające jest zło, które okazuje się do bólu ludzkie i… pozornie racjonalne. Przechodzimy do Bugonii Yorgosa Lanthimosa.
Kuzyni z Bugonii – Bugonia
Fabuła? Teddy (w tej roli niesamowity, chłodny Jesse Plemons) i jego autystyczny kuzyn porywają potężną prezeskę korporacji farmaceutycznej (graną przez Emmę Stone z ogoloną głową), ponieważ święcie wierzą, że… jest ona kosmitką, która zniszczy Ziemię. I tu leży ich potęga jako antagonistów. Teddy to wybitne studium foliarza i fanatyka teorii spiskowych. Nie jest potworem z szafy. Zło, które wyrządza, nie bierze się z klasycznego sadyzmu, ale z całkowicie połamanej psychiki, desperacji i bezgranicznego, obłąkanego przekonania, że ratuje planetę. Lanthimos boleśnie trafnie portretuje, jak śmiertelnie niebezpieczna potrafi być ludzka głupota podlana sosem teorii spiskowych.
Okej, tu musimy się na chwilę zatrzymać. To, o czym zaraz opowiem, wykracza poza ramy standardowego horroru. Zrobi się duszno.
Mr. Shiny – Strange Harvest
Czas na coś dla fanów kina true crime. Strange Harvest to horror utrzymany w konwencji surowego, mrocznego mockumentu. Dwóch zmęczonych życiem detektywów opowiada przed kamerami o swojej dawnej sprawie z lat 1995-2010, kiedy to polowali na sadystycznego mordercę o pseudonimie Mr. Shiny.
Mr. Shiny to zło wcielone, które wykracza poza zwykłe ludzkie pojęcie seryjnego mordercy, dotykając jakiejś mrocznej, kosmicznej siły. To, co u niego przeraża najbardziej, to makabryczne “scenografie”, które reżyseruje z ciał. Wyobraźcie sobie to: cała rodzina, zakneblowana, ze związanymi rękami, zmuszona do przebywania w pozie wiecznej modlitwy. Siedzą przy rodzinnym stole, z oczami wywróconymi do tyłu, patrząc na trójkątny krwawy symbol na suficie, a u ich stóp stoją napełniające się krwią wiadra. Ten czarny charakter jest jak duch – my jako widzowie uderzamy tylko w ścianę potwornego pokłosia jego działań. Brak jego dosłownej formy tylko potęguje oślizgłe poczucie paranoi.
Mr. Shiny to zło kosmiczne, wszechobecne, którego na dobrą sprawę nawet nie widzimy. Na sam koniec naszego zestawienia zejdziemy jednak z powrotem na ziemię. I to bardzo brutalnie. Zestawienie zamyka nam prawdopodobnie najbardziej kameralny i duszny terror zeszłego roku prosto z kin studyjnych.
Tyran z lalką – The Rule of Jenny Pen
The Rule of Jenny Pen to psychologiczny pojedynek w… domu spokojnej starości. Szanowany sędzia po ciężkim udarze (w tej roli genialny Geoffrey Rush), staje się całkowicie zależny od otoczenia. Wkrótce odkrywa, że nocami w placówce władzę przejmuje ktoś o wiele gorszy niż śmierć.
Tym oprawcą jest pacjent Dave Crealy, brawurowo odegrany przez Johna Lithgowa. Crealy noc w noc dręczy innych, sparaliżowanych i bezsilnych pensjonariuszy. Jego narzędziem i osobistym przedłużeniem zła jest tytułowa “Jenny Pen” – wykrzywiona, pozbawiona oczu plastikowa lalka, w imieniu której grozi i torturuje. Zapomnijcie o teleportujących się demonach. Zastanówcie się, co jest gorsze: niewidzialny duch, czy zawistny, zgorzkniały człowiek z naprzeciwka, który ma nad wami absolutną władzę w momencie, gdy nie możecie nawet krzyknąć? Lithgow w tej roli to uosobienie znęcania się nad starszymi. Ten złoczyńca nie potrafi zniknąć; wciąż jest tylko zawistnym dziadkiem. Ale tyranizuje tych, którzy i tak zostali zepchnięci na margines przez społeczeństwo. Gwarantuję wam, że będziecie go nienawidzić każdą komórką swojego ciała.
Więc jak? Po tym wszystkim… nadal macie ochotę kibicować potworom?
Główny wniosek z tego roku jest jeden: nie ufajcie uśmiechniętym starszym paniom, uważajcie na to, kto wisi na odciętym telefonie i pamiętajcie, że czasem największe zło nosi zwykły sweter i pije z wami herbatę.



