Zakazane horrory – video nasties #1

Zakazane horrory – video nasties #1

6 grudnia 2022 Wyłącz przez Skaras
Tagi: video nasties

Dzisiaj opowiem Wam o najbardziej zakazanych horrorach w Wielkiej Brytanii. O filmach, które trafiły na niesławną listę video nasties – listę filmów brutalnych, krwawych i obscenicznych, których twórcy i dystrybutorzy mogli być ścigani przez prawo.

Listę tą zobaczycie także na Youtube:

Blood Feast

Pewien sprzedawca klepu spożywczego Fuad Ramzes przygotowuje się do odprawienia rytuału dla egipskiej bogini Ishtar. W tym celu morduje i ćwiartuje napotkane kobiety, aby zabrać części ich ciał potrzebne do rytuału. Faud chce bowiem wyprawić ucztę, na której będą serwowane dania z ludzkiego mięsa. Śledztwo w tej sprawie wszczyna miejscowa policja.

„Blood Feast” jest filmem banalnym, a poziom jego realizacji pozostawia wiele do życzenia. Jest to jednak również jeden z najważniejszych filmów kina grozy. Jest to bowiem pierwszy film gore.

Co prawda pojedyncze sceny gore pojawiały się już wcześniej, ale żaden horror do tej pory nie był w całości na nich oparty.

Film wyreżyserował Hershel Gordon Lewis, który dobrze wyczuł, co w kinie grozy będzie się najlepiej sprzedawać przez kolejne dekady – seks i krew.

Fabuła „Krwawej uczty” jest tylko pretekstem do epatowania tanią przemocą w wielu chałupniczo wykonanych scenach zabójstw. Między scenami morderstw dokonywanych przez Ramzesa obserwujemy niemrawe śledztwo policyjne, oraz przygotowania do przyjęcia jakie ma się odbyć na cześć Suzette – nastolatki, która uwielbia egipską mitologię. Faud planuje wykorzystać przyjęcie do własnych mrocznych celów.

Pomysł na ukazanie obleśnego mordercy zabijającego ostrymi narzędziami Lewis wziął wprost z pulpowego magazynu. Do roli Suzette udało mu się zatrudnić Connie Mason – dziewczynę czerwca magazynu Playboy. Od firmy kosmetycznej zaś otrzymał 30 litrów sztucznej krwi. Ascetyczną ścieżkę dźwiękową napisał sam reżyser filmu. A za elementy charakteryzacji, w tym niesławną scenę wyrywania języka, posłużyły zwierzęce bebechy.

Wydawać by się mogło, że pierwszy film gore będzie lekki. Nic bardziej mylnego. Ofiary Ramzesa są obficie skąpane w czerwonej farbie. Z ich odciętych członków sterczą kości, z rozbitych głów wylewają się mózgi, a strzępy skóry pozostają na ostrym narzędziu zbrodni.

Mimo, że efekty specjalne są dość amatorskie. Mimo, że brutalność jest przerysowana o filmie zrobiło się głośno. Lokalni krytycy pisali, że produkcja jest śmieciem, pornosem zastępującym seks przemocą. Publika była jednak innego zdania i film nieźle się zwrócił.

Hershel Gordon Lewis poszedł za ciosem i zrealizował jeszcze kilka filmów tego typu.

Film znalazł się na liście video nasties i po raz pierwszy został wydany w pełnej, nieocenzurowanej wersji dopiero w 2005 roku.

The Ghastly Ones

W starej wiktoriańskiej posiadłości zbiera się pewna rodzina, aby odczytać testament zmarłego przodka i rozdzielić spadek. Trzy młode małżeństwa muszą spędzić noc w domostwie w oczekiwaniu na werdykt. Nie wiedzą jednak, że w posiadłości czai się rządny krwi szaleniec.

„The Ghastly Ones” to tani horror z 1968 roku w reżyserii kultowego w pewnych kręgach Andy’ego Milligana, który na koncie ma jeszcze około 30 tego typu produkcji.

Jakość filmu pozostawia wiele do życzenia. Wszystko od scenariusza rozpisanego na kolanie, przez sztuczne aktorstwo po pracę kamery woła tu o pomstę do nieba. Film jest też okropnie przegadany, wlecze się, a lwią część metrażu wypełniają nużące dialogi pomiędzy rezydentami posiadłości. W międzyczasie ktoś grasujący po domostwie wyżyna bohaterów jeden po drugim.

A zabójstwa te są całkiem krwawe. Już wstęp filmu ukazuje nam brutalne morderstwo na parze kochanków dokonane przez szaleńca przy pomocy tasaka. Zwłoki są maltretowane i ćwiartowane, a biorąc pod uwagę rozedrgany obraz i słabą jakość kliszy filmowej sprawia to wrażenie autentycznego nagrania. To jednak nie koniec krwawych atrakcji, gdyż mamy tu także próbę gwałtu na jednej z bohaterek, przyszpilenie nieszczęśnika widłami do ściany, czy przepiłowywanie jednaj z ofiar.

Stephen King określił „The Ghastly Ones” jako „dzieło kretynów a kamerami”. I jest w tym nieco racji. Zrealizowany za 13 tysięcy dolarów obskurny obraz, gdyby nie trafił na listę video nasties mało kto by o nim w ogóle usłyszał. Cenzura tym razem więc osiągnęła odwrotny efekt do zamierzonego.

Love Camp 7

Druga Wojna Światowa. Do obozu jenieckiego trafia brytyjska agentka. Nie jest to jednak zwykły obóz, a burdel, w którym więźniarki służą niemieckim oficerom. Do jej odbicia zostają wysłane pod przykrywką dwie agentki, które mają trafić do obozu, prostytuować się, oraz odnaleźć zaginioną kobietę.

Zanim na salony wkroczyła „Ilsa, Wilczyca z SS” „Love Camp 7” przecierał szlaki w nowym nurcie kina – nazi exploitation.

Filmy te traktowały o obozach jenieckich, do których najczęściej trafiali amerykańscy, bądź brytyjscy żołnierze. W obozach tych byli gwałceni, torturowani i zabijani ku uciesze nazistowskich sadystów. Tak też sprawa prezentuje się w „Love Camp 7”.

Agentki po przybyciu do burdelu od razu są poniżane przez opasłego naczelnika obozu. Szybko też poznają uroki obozowego życia. Codzienne gwałty, przemoc, w tym przede wszystkim przemoc seksualna, poniżanie, zastraszanie.

Film jednak zamiast na ukazaniu odrażającej przemocy skupia się na scenach, w których więźniarki paradują nago ku uciesze niemieckich żołnierzy, bądź uprawiają z nimi seks. Jest to więc przede wszystkim film erotyczny, a do horroru mu daleko.

Na uwagę zasługuje końcowa scena podczas orgii na cześć niemieckiego generała, która przeradza się w krwawą masakrę.

Film został wpisany na listę video nasties jednak nie za krwawe sceny, czy brutalność, która jak na dzisiejsze standardy jest lekka, ale przez tematykę gwałtów, seksualnego wykorzystywania, poniżania i przemocy seksualnej.

Film do dnia dzisiejszego jest zakazany na terenie Wielkiej Brytanii.

Night of the Bloody Apes

Syn doktora Krallmana choruje na białaczkę. Dr Krallman postanawia przeszczepić synowi serce goryla, aby go wyleczyć. Operacja się udaje jednak w chłopaku budzi się krwawa bestia, która zaczyna terroryzować mieszkańców miasta.

„Night of the Bloody Apes” to meksykański remake filmu „Doctor of Doom” nakręcony w 1969 roku, który w przedstawianiu krwawych scen, okrucieństwa i śmiałej golizny dorównywał amerykańskim pionierom kina spod znaku gore.

Fabuła w filmie weterana René Cardony jest pretensjonalna, a przywiązanie do szczegółów, czy aktorstwa niewielkie. Wpadki takie jak aktorka padając martwa przesuwająca element dekoracji, czy bestia zdzierająca z niej ubranie, aby ta w kolejnej scenie miała je na sobie są na porządku dziennym, ale dodaje to tylko uroku produkcji.

Na uwagę zasługują tu jednak krwawe sceny. Syn doktora Krallmana o twarzy goryla grasuje po mieście mordując każdego, kto się napatoczy. Dekapitacje, skalpowanie, mutylacje, wydłubywanie gałek ocznych – wszystko to zroszone sporą ilością posoki pokazane jest w dużych zbliżeniach.

Co więcej sporo tu także przemocy seksualnej, gdy bestia atakuje atrakcyjne kobiety, zdziera z nich ubranie i ostatecznie – w domyśle gwałci.

Dodatkowo reżyser wykorzystał nagrania rzeczywistych transplantacji serca, które nawet dzisiaj delikatniejszego widza mogą szokować.

„Night of the Bloody Apes” łączy monster movie rodem z horrorów science fiction lat 50tych, typowych dla kina meksykańskiego wstawek z walk zapaśników lucha libre, oraz krwawą eksploatację filmową.

Mimo stricte sensacyjnej i rozrywkowej fabuły film porusza ważne i aktualne zagadnienie dotyczące transplantacji: czy można poświęcić osobę nieuleczalnie chorą, czy przyspieszyć zgon umierającego, aby jego organy uratowały komuś życie.

Film przykuł uwagę cenzury głównie za sprawą plakatu, na którym widnieje zakrwawiona ręka chirurga trzymająca skalpel i hasło reklamowe: „Uwaga: ten film zawiera sceny ekstremalnej i dosłownej przemocy”.

Został wydany w wersji niepociętej dopiero w 2007 roku.

A Bay of Blood

Pewnego wieczoru staruszka zostaje zamordowana przez swojego męża. Mąż wkrótce ginie z rąk tajemniczego mordercy. Niedługo potem nad miejscową zatokę przyjeżdża czwórka nastolatków. Gdy odnajdują w wodzie zwłoki stają się celem ataku zabójcy.

Reżyserem tego filmu został Mario Bava zwany „Mistrzem Makabry”, czy włoskim Hitchcockiem. Od lat 60tych wyspecjalizowany z kinie grozy nakręcił tak pamiętne produkcje jak gotycką „Maskę Szatana” z 1960 roku z Barbarą Steele w roli głównej, czy gialloBlood and Black Lace” z 1964 roku.

Na jego produkcjach wzorowali się zarówno włoscy twórcy pokroju Dario Argento („Deep Red” (1970)) jak i amerykanie tworząc filmy z gatunku slasher.

Bo „Krwawy obóz” to protoslasher. Występują w nim elementy, które kilka lat później stanowić będą czołowe składniki slasherów. Wzorował się na nim m.in. Sean S. Cunningham tworząc „Piątek 13go”. Podpatrzył on od Bavy scenerię nad jeziorem, okazjonalne ujęcia z perspektywy mordercy, zabijanie maczetą, czy w całości skopiował scenę z dwójką kochanków przyszpilonych jednocześnie do łóżka za pomocą włóczni.

Jednak w przeciwieństwie do włoskich gialli, czy slasherów tożsamość i motywację mordercy poznajemy stosunkowo wcześnie. A intryga jest znacznie bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać po filmie, w którym psychopata eliminuje kolejne ofiary. W drugiej połowie filmu atmosfera horroru wyparowuje zastąpiona zagmatwanym filmem kryminalnym spod znaku whodunit, tyle że naszprycowanym mocnymi scenami gore.

Realizacyjnie ciężko się do czegoś przyczepić. Aktorzy dają z siebie wszystko, zdjęcia malowniczej przyrody urzekają, fabuła i tropy gmatwają się, a ciśnienie podnoszą liczne sceny gore w wykonaniu weterana od efektów specjalnych Carlo Rambaldiego, który ostatecznie otrzymał Oskary za pracę prze „Obcym „(1979) i „E.T.” (1982).

Bo morderca wykańcza obsadę zarówno przy pomocy wielkiego zakrzywionego noża przypominającego maczetę rozłupując nim czaszki i odcinając głowy. Czasem przerzuci się na włócznię, aby ostudzić temperament napalonych kochanków.

W 1972 roku zostały zakazane pokazy kinowe „Krwawego obozu”, a sam film trafił na listę video nasties. W 1994 zezwolono na jego dystrybucję wycinając z oryginalnego materiału najbardziej dosadne krwawe sceny. W wersji niepociętej obraz Bavy ujrzał światło dzienne dopiero w 2010 roku.