Pasażser (2026) – recenzja

Pasażser (2026) – recenzja

27 maja 2026 Wyłącz przez Łukasz Karaś
Ocena: 4/10
Tagi: horrory o duchach

Reżyseria: André Øvredal
Kraj produkcji: USA

Tyler i Maddie wybierają się na podróż busem przez Stany. Zamierzają jechać tygodniami, spać na dziko i cieszyć się wolnością. Jednak pewnej nocy na samotnej szosie są świadkami tajemniczego wypadku samochodowego. Od tej pory jakaś złowroga siła będzie za nimi podążać.

Pasażer to nowy horror w reżyserii André Øvredala odpowiedzialnego za Autopsję Jane Doe, czy Łowcę Trolli. Przedstawiany był jako zupełnie nowa jakość i pomysł dla horrorów. Horrory samochodowe to wciąż nie jest jeszcze bardzo oklepany temat, więc uwierzyłem w te zapewnienia. Od razu jednak to napiszę: reżyser nie miał ani jednego świeżego pomysłu jadąc na najbardziej oklepanych kliszach. A to jak z gotowaniem po melanżu. Mając jedno jajko, stary groszek i resztkę przedwczorajszego chińczyka nie za dużo można zdziałać.

Film skupia się na dwójce głównych bohaterów. Parze, która postanawia przez tygodnie niczym nomadzi (bądź jak kto woli włóczędzy) żyć w trasie. Poznają włóczęgowskie życie i społeczności, ich zasady, a także mroczne legendy o tajemniczym pasażerze. I mimo, że niezbyt świeże ta bardziej obyczajowa część jest jak najbardziej przemyślana i wyreżyserowana umiejętnie.

Video nasties: zakazane filmy książka

W ogóle ten film jest technicznie bardzo sprawny, powiedziałbym nawet że ładny. Duże zbliżenia na detale, ładny kolor grading, płynny montaż i aktorów którzy się starają tchnąć życie w swe nieciekawe postacie. Film ma trochę hipsterski, trochę VHSowy vibe. Wiecie ziarnistość, okazjonalne neony. Inscenizacyjnie jest niezły, atmosferę buduje głęboki, dudniący dark ambient, a obraz tonie w półmroku. Klimat konstruowany jest za pomocą niedopowiedzeń. Czy mamy do czynienia z monster movie o potworze czającym się w kniejach? A może to ghost story, lub horror o klątwie? Schiz potrafi się udzielić.

Jednak, gdy przychodzi pora na straszenie Øvredal robi to na najgorsze możliwe sposoby: najtańszymi jump scarami i wykrzywioną mordą pojawiającą się co i rusz na ekranie. Misternie budowane sceny napięcia niszczone są przez wprost przedszkolne zagrywki. Zero kreatywności.

Gdy elementy układanki zaczynają do siebie pasować, a historia zmierza ku finałowi robi się jeszcze bardziej niedorzecznie. Śmiem napisać, że to najgorszy horrorowy scenariusz tego roku. Gdy wchodzi jeszcze wprost kretyński wątek religijny spektakl ogląda się z zażenowaniem. Najgorsza jest jednak scena finałowa. Za 50 lat ten film będą pokazywać w ramach najgorszych filmów świata i publika będzie rzucać popcornem i drzeć mordę na tej scenie.

Podsumowując to mógł być bardzo dobry film. Bo Øvredal warsztat ma. Ale dobrych pomysłów na rozwinięcie historii, czy na straszenie żadnych. Do obejrzenia i zapomnienia. Plus za Passengera Siouxsie And The Banshees na koniec.

Zobacz również