Halloween Zabija Halloween Zabija
Nosferatu- symfonia grozy (1922)

Nosferatu- symfonia grozy (1922)

16 lutego 2022 Wyłącz przez Skaras
Ocena: 10/10
Tagi: horrory o wampirach

Tematyka wampiryczna jest niemal tak stara jak horror filmowy. Mimo, że „Nosferatu” z 1922 roku nie był pierwszym filmem o krwiopijcach to był pierwszą znaczącą produkcją o nich. Po premierze „Nosferatu” obraz wampira jako dzikiego potwora pijącego krew wszedł na stałe do masowej świadomości (niestety jedynie na 9 lat, ale o tym później).

Recenzję Nosferatu – symfonia grozy obejrzysz także na Youtube

Agent nieruchomości – Thomas Hutter zostaje wysłany przez swojego przełożonego do Transylwanii, aby sfinalizować transakcję z miejscowym hrabią Orlokiem. Na miejscu Thomas zostaje uwięziony przez swojego gospodarza. Hrabia dostrzegłszy zdjęcie żony Thomasa postanawia wyruszyć do Niemiec, gdzie zaczyna szerzyć terror powoli zbliżając się do upatrzonej ofiary.

Nie trzeba być specjalnie bystrym, aby zauważyć, że fabuła „Nosferatu” jest bliźniaczo podobna do fabuły „Draculi” Brama Stokera. Murnau początkowo chciał ekranizować powieść Irlandczyka, ale żona Stokera Florence spadkobierczyni praw do książki nie wyraziła na to zgody. Murnau postanowił więc pozmieniać pewne szczegóły opowieści jak np. imiona bohaterów, czy pewne wydarzenia i tak psim swędem udało mu się przepchnąć film nie niepokojony przez prawników.

„Nosferatu” jest wybitnym dziełem niemieckiego ekspresjonizmu, nurtu w kinematografii zapoczątkowanego przez „Studenta z Pragi” z 1913 roku. Nurt rozwinięty przez „Gabinet dra Caligari” z 1919 cechuje niezwykła plastyczność świata przedstawionego. Sztuczne scenografie deformujące rzeczywistość, krzywizny, załamania perspektywy, silna gra cieniem i ciemnością budująca oniryczną atmosferę.

Mimo, że zabiegi ekspresjonistyczne w „Nosferatu” zostały zastosowane oszczędniej niż w „Caligarim” to warstwa wizualna stanowi jego najmocniejszą stronę. Rumuńskie krajobrazy pełne mrocznych lasów i gór przez które podróżuje Hutter są pełne grozy. Przyprawiający o gęsią skórkę miejscowej ludności zamek hrabiego Orloka robi wrażenie, a ponury pokład statku na którym hrabia podróżuje do Niemiec jest niezwykle sugestywny. Statek, pod pokładem którego znajduje sie trumna ze spoczywającym w środku wampirem, który z załogi zrobił sobie spiżarnię. Gdy statek przybywa do Niemiec na pokładzie nie ma już żywej duszy. Jedynie trupy pozbawione krwi.

Ważnym elementem filmu jest znakomite aktorstwo. Na szczególną uwagę zasługuje Max Schreck w roli hrabiego Orlofa. Co ciekawe Max Schreck po niemiecku oznacza maksymalny strach. Schreck stworzył postać wampira-potwora. Wampira odludka, odrażającą kreaturę, bladą, łysą, z podkrążonymi oczami jak u trupa i szponami jak u zwierzęcia. Wampir w jego wykonaniu zawiera tyle samo cech ludzkich, co zwierzęcych. Po premierze w Niemczech aktor był uważany za uosobienie zła, a niektórzy wierzyli, że naprawde jest nieumarłym.

Wizerunek wampira – odrażającego żywego trupa został zburzony już 9 lat później za sprawą ekranizacji „Draculi” z 1931 roku w rezyserii Toda Browninga z Belą Lugosim w roli hrabiego. Lugosi stworzył postać wampira – arystokraty. Dystyngowanego, z dobrymi manierami i nienagannie ubranego. I niestety to ten wizerunek, a nie genialna kreacja Shrecka na stałe zapisał się w zbiorowej świadomości.

Świetnie wypadł także Alexander Granach w roli szaleńca wyczekującego swojego mistrza. Jest on odpowiednikiem Renfielda z „Draculi”.

W filmie jest wiele pamiętnych scen, które robią piorunujące wrażenie nawet dziś, 100 lat od premiery dzieła Murnau. Nosferatu wchodzący w swym surducie przez drzwi do komnaty Ellen, jego cień z długimi szponami malujący się na ścianie, czy wampir wstający pionowo ze swej trumny pod pokładem statku weszły na stałe do kanonu filmów o krwiopijcach.

„Nosferatu” to także film alegoryczny. Bo wampir tutaj to alegoria czystego zła, które przybywa z dzikich krain, aby zniszczyć cywilizację i kulturę Zachodnią. Znamienna jest scena, kiedy hrabia Orlok przybywa do Niemiec na pustym statku, z którego na ląd wysypuje się morze szczurów. Wampir tutaj to personifikacja dżumy, która przybywa do miasta, by zebrać swe żniwo.

Co ciekawe, motyw który na stałe przeszedł do popkultury jakoby światło słoneczne było zabójcze dla wampira wziął się właśnie z tego filmu. Do tej pory motyw ten nie występował w wampirycznej mitologii. Murnau wprowadził takie zakończenie do swego dzieła, aby było różne od tego z „Draculi” Stokera, w którym wampir ginie przez osikowy kołek wbity w serce.

Nie zapominajmy, że „Nosferatu – symfonia grozy” jest filmem niemym z dialogami prezentowanymi na planszach. Daje do olbrzymie pole do popisu dla muzyki ilustrującej obraz. Skomponował ją Hans Erdmann i jest to jeden z najbardziej niesamowitych soundtracków w historii kina. Rozpisany na orkiestrę pełną niepokojących smyczków, fletni, organów i instrumętów dętych. Muzyka buduje tu niesamowitą atmosferę, wzmaga niepokój i idealnie ilustruje przedstawione wydarzenia.

Co ciekawe „Nosferatu” jest chyba najpopularniejszym filmem podczas seansów, którego grana jest muzyka na żywo. Widziałem ją w taki sposób kilka razy, od niemieckiej czterdziestoosobowej orkiestry w operze narodowej, po kameralny pokaz z muzyką syntezatorową w jakiejś zatęchłej melinie i za każdym razem robi to robotę. Polecam wybrać się na taki seans i zobaczyć jak inaczej można zaaranżować ścieżkę dźwiękową tego dzieła i jak to wpływa na jego odbiór.

Film doczekał się remaku w 1979 w reżyserii Wernera Herzoga o tytule „Nosferatu – Phantom der Nacht” z Klause Kinskim w roli wampira. Jest to remake niemal idealny. Herzog z oryginału zostawił tak dużo jak się dało uzupełniając film swoim własnym stylem.

W 2000 roku powstał film „Cień wampira” z gwiazdorską obsadą traktujący o kręceniu oryginalnego „Nosferatu”. W roli Friedricha Wilhelma Murnau zobaczymy Johna Malkovicha, a Maxa Schrecka zagrał Willem Dafoe. „Cień wampira” pokazuje kulisy powstawania horroru z 1922, oraz jak proces kręcenia wpływał na ekipę filmową. Bazuje na popularnej legendzie, że Max Chreck był prawdziwym wampirem.

Dziś, równo 100 lat po premierze „Nosferatu – symfonia grozy” film wciąż robi wrażenie. „Nosferatu” jest jak wino – im starszy tym lepszy. Jednak kosztując go sprawdźcie dobrze, czy szkarłatny płyn w pucharze to napewno wino. Film niesamowity, ponadczasowy, idealny.

Zobacz również