
Citizen Vigilante – recenzja
2 lipca 2026Reżyseria: Uwe Boll
Kraj produkcji: Chorwacja, Niemcy
Dziś o filmie, który wśród skrajnej prawicy wzbudził niemałe zainteresowanie i masowe oceny 10/10 na wszelkich portalach. Nie jest to horror, ale nakręcony przez Uwe Bolla, reżysera który swego czasu napsuł sporo krwi horrormamniakom kręcąc sromotne gówna pokroju House of the Dead, Alone in the Dark, czy BloodRayne. Czy Boll przez te 20 lat czegoś się nauczył? Nie bardzo. Przed Wami kolejny jego kasztan: Citizen Vigilante z 2026 roku.
Amerykanin Sanders mieszkający w Chorwacji jest właścicielem tysięcy budynków na wynajem. A po godzinach morduje ludzi prowadząc krucjatę przeciwko kolorowym imigrantom stając się gwiazdą internetu.
Zacznijmy od warstwy technicznej, bo ona jest gorsza niż w filmach Patryka Vegi. Długo się pastwić nie będę. Nakręcony jest bardzo słabo. Za kamerą stał sam reżyser. Ale jeszcze gorzej jest to zmontowane. Niezwykle chaotycznie jakby AI sama kleiła te wypociny. Aktorstwo prócz Armiego Hammera (który próbuje odbudować reputację po oskarżeniach o gwałt i ciągoty kanibalistyczne) to poziom Trudnych spraw. Każda postać poboczna brana chyba z łapanki na osiedlu. Color grading nie istnieje. Film po prostu zrealizowany fatalnie i na odpierdol. Męczy oczy.
Brak w nim jakiegokolwiek wyczucia, czy realizmu. Za przykład niech posłuży oddział policji, który ustawia się w korytarzu tak żeby być jak najłatwiejszym celem dla Sandersa. A po wyzionięciu ducha, kolejny oddział ustawia się dokładnie w ten sam sposób.
Ale zabawniej robi się jeśli rzucimy okiem na scenariusz. Bo to tendencyjny film nakręcony pod konkretną tezę, nie pozostawiający choćby krztyny scenariusza do ruszenia głową, wyrobienia sobie własnego poglądu na temat imigrantów. Łopatologicznie starający się pokazać że świat jest czarno biały bez odcieni szarości: my kontra oni. To cyniczny skok na niepokoje społeczne.
To czysta eksploatacja przemocy nakręcona, aby zbijać kapitał na niezbyt świadomej prawicy, która kupi bezmyślnie wszystko jeśli zgadza się to z ich światopoglądem. Pamiętacie scenę w Bękartach wojny Tarantino, gdy Hitler i Goebbels oglądają w kinie film propagandowy i cieszą się jak barany, gdy snajper likwiduje kolejnych wrogów? To skrajna prawica robi przy filmie Bolla dokładnie to samo. Fabuła zgadza się z ich narracją, więc cieszą mordę nie dostrzegając nawet, że zostali przez Bolla zrobieni w bambuko dostając produkt filmopodobny, ale trafiający w ich ideologię. Subtelności w nim tyle co w Smoleńsku. Idealne filmy na double feature.
Nie to żebym piął z zachwytu nad polityką migracyjną takiej Francji, czy Niemiec bo zjebano ją dokumentnie, ale film Bolla nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. To tylko masturbacyjna fantazja ludzi pokroju Bosaka, czy innych kamratów. Zabawne, że bohaterem prawicy jest dziwkarz, morderca niewinnych (zabijał policjantów, czy przypadkowych ludzi na drodze) i bezduszny bogacz wyzyskujący maluczkich.
Zabawne, że prawica ma problem z gwałtem tylko gdy gwałciciel jest kolorowy emigrant. Jak robi to biały znaczy, że ofiara sama się prosiła, a jak ksiądz to dziecko same lgnęło. Przypominam, że to ta sama prawica, która żądała kary śmierci na sprawcy gwałtu na 25letniej Lizie w 2024 roku. Gdy jednak okazało się, że sprawcą był Polak, a ofiarą Białorusinka to nagle narracja się zmieniła i można się rozejść.
Film Uwe Bolla miał monetyzować najprostsze instynkty i mu się udało. Na Filmwebie na ocenę w okolicach 7 podczas, gdy wszyscy obeznani z kinem jako takim nie zostawiają na nim suchej nitki, nie ważne czy mają poglądy z prawa, czy z lewa. Film Bolla jest po prostu tragiczny na każdym polu.



