Backrooms. Bez wyjścia – recenzja

Backrooms. Bez wyjścia – recenzja

25 czerwca 2026 Wyłącz przez Łukasz Karaś
Ocena: 6/10
Tagi: horrory psychologiczne

Reżyseria: Kane Parsons
Kraj produkcji: USA, Kanada

Clark jest handlowcem w dużym sklepie meblowym nie cieszącym się jednak zbytnim zainteresowaniem. Pewnego dnia w piwnicy budynku znajduje przejście do labiryntu niekończących się dziwnych pomieszczeń, które wyglądają jak wyjęte z sennego koszmaru architekta. Przestrzeń wydaje się całkowicie opuszczona. Z czasem Clark zaczyna jednak odczuwać czyjąć obecność.

Zrozumienie fenomenu tego filmu wymaga nakreślenia pojęcia przestrzeni liminalnej. Są to specyficzne miejsca przejściowe takie jak puste korytarze, poczekalnie, wyludnione biurowce czy opuszczone centra handlowe, które pozbawione ludzkiej obecności wywołują głęboki niepokój i dziwne poczucie dyskomfortu. Cały ten koszmar narodził się od pojedynczego tajemniczego zdjęcia zapętlonych żółtych pokoi wrzuconego dawno temu w odmęty sieci. Zwyczajna fotografia szybko obrosła przerażającą miejską legendą na portalach pokroju Reddita, a następnie prawdziwy boom na to uniwersum wybuchł za sprawą niesamowicie popularnego shorta opublikowanego na YouTube, który zrealizował pewien niezwykle utalentowany nastolatek. To właśnie ten krótki metraż udowodnił wielkim studiom, że w tych niepokojących pustych przestrzeniach drzemie gigantyczny potencjał na pełnometrażowy i nowatorski kinowy projekt.

Video nasties: zakazane filmy książka

Backrooms to przede wszystkim horror psychologiczny osadzony w realiach lat dziewięćdziesiątych. Część filmu nakręcona jest wczesną kamerą cyfrową trzymaną w ręku przez bohaterów, co wprowadza bardzo mocne elementy found footage. Wszechobecna pikseloza oraz widoczne paski na obrazie w połączeniu z klasycznymi kasetami wideo i taśmami magnetofonowymi potrafią wybornie zbudować klimat. Atmosferę zagrożenia potęguje dodatkowo niepokojący soundtrack złożony z mrocznych ambientów, dziwnych odgłosów oraz narastającego, statycznego buczenia.

Kino grozy potrafi straszyć na wiele sposobów wykorzystując brutalną przemoc, potworne obrazy czy głośne dźwięki, ale ten tytuł próbuje straszyć widza samą przestrzenią, w której uwięziony jest bohater. Otrzymujemy tu nieskończony labirynt niemal identycznych korytarzy i pomieszczeń z jawnym zastosowaniem geometrii nieeuklidesowej. Przestrzeń wygląda jak wyjęta z innego wymiaru. Drzwi znajdują się w dziwnych miejscach takich jak podłogi czy sufity, meble ustawione są na kupę, a różne obiekty wystają ze ścian niczym błędy w oprogramowaniu. Całość przypomina losowo wygenerowaną mapę do gry komputerowej i każe zadawać sobie pytania o to, co to za miejsce, kto je stworzył i w jakim celu.

W ostatecznym rozrachunku to surrealistyczne dziwadło niczym z obrazów Daliego, które naprawdę ciężko jednoznacznie ocenić. Gdy w pierwszej połowie filmu pojawia się coś ciekawego, reżyser nie pokazuje tego w pełnej krasie, zostawiając sporo niedopowiedzeń dla wyobraźni widza. Czar pryska w trzecim akcie. Główną wadą końcówki jest bardzo słaby design potwora oraz miejscami strasznie łopatologiczne tłumaczenie, o czym właściwie opowiada fabuła, jakby reżyser nie ufał, że sami domyślimy się prawdy. Mimo tych potknięć produkcja wciąż broni się pomysłem. Z jednej strony jest na tyle unikalna, że silnie intryguje, a z drugiej pozostaje na tyle przystępna, że nie nudzi okrutnie jak Skinamarink.

Zobacz również