Halloween Zabija Halloween Zabija
Raw Meat (1972) – Creep (2004) – oryginał czy remake?

Raw Meat (1972) – Creep (2004) – oryginał czy remake?

19 kwietnia 2022 Wyłącz przez Skaras
Ocena: 8/10
Tagi: horrory o kanibalach, najlepsze horrory, slashery

Dziś opowiem Wam o horrorze „Creep”, po polsku „Lęk” z 2009 roku z Franką Potente w roli głównej, oraz jego oryginałem. Co, nie wiedzieliście, że „Creep” to remake? Oryginał pochodzi z 1972 roku i jest brytyjskim horrorem o tytule „Death Line”.

Omówienie to obejrzysz także na youtube:

Londyn, lata 70te. Alex i Patricia wychodząc z tunelu metra widzą rannego, nieprzytomnego człowieka. Sprawę zgłaszają policjantowi. Gdy pokazują mu miejsce, gdzie leżał mężczyzna już go nie znajdują. Okazuje się, że to był ważny przedstawiciel rządu. Śledztwo w tej sprawie wszczyna inspektor Calhoun.

„Death Line” znany także pod tytułem „Raw Meat” to brytyjski horror z 1972 roku, który odszedł od gotyckich horrorów Hammera w stronę obskurnego, gorowego horroru a’la Wes Craven.

Wyreżyserował go Gary Sherman, odpowiedzialny za świetny zombie movie „Martwi i pogrzebani”, „Dead or Alive” z Rutgerem Hauerem, czy trzecią część „Poltergeista”.

Film został wyprodukowany przez American International Pictures, label należący do Samuela Z. Arkoffa.

Jest to slasher/survival przeniesiony z leśnej głuszy do wielkomiejskich podziemi.

Nie będzie chyba zaskoczeniem, że za śmierć rządowego notabla odpowiada grasujący po metrze mutant-kanibal.

Film opiera się na miejskiej legendzie jakoby firma budowlana, która w XIX wieku budowała stację metra Russell Square, na której toczy się akcja filmu zbankrutowała, a na domiar złego część tunelu się zawaliła. Firmę nie stać było na akcję ratunkową, więc pozostawiła pracowników w odciętych od świata tunelach. Tam zasypani górnicy żyli, kopulowali i z braku pożywienia zjadali się na wzajem. Film opowiada o ostatnim żyjącym z nich.

Kanibal żyje wraz z partnerką będącą w ciąży w swojej brudnej melinie gdzieś w zasypanej części tunelu. W tym całym barłogu na pierwszy plan wysuwają się dziesiątki trupów ofiar, które upolował mutant. Gnijące ścierwa w różnym etapie rozkładu walają się z każdym kącie ściągając do meliny zarówno larwy much jak i wygłodniałe szczury.

Sam antagonista wygląda jak upośledzony kloszard w brudnych, porwanych łachach, brodą i włosami w nieładzie, z krostami i liszajami zdobiącymi jego zapyziałe oblicze. Wychodzi on na żer na stację Russell Square, by atakować samotne osoby i taszczyć ich ciała do swej kryjówki, aby pożerać ich mięso.

Niestety w filmie nie ma zbyt wielu ataków kanibala. Widzimy w zasadzie jedynie jego trzy podejścia. Na przedstawiciela rządu z początku filmu, trzech pracowników metra (gdzie występują jedyne sceny gore w filmie, a mianowicie rozłupanie głowy szpadlem i przebicie korpusu kijem od szczotki), oraz porwanie do meliny Patricii – głównej bohaterki „Death Line”.

Film skupia się przede wszystkim na śledztwie, które prowadzi inspektor Calhoun. Nie ma on specjalnie punktu zaczepienia, postanawia więc nękać biednego Alexa wielokrotnie wzywając go na przesłuchanie.

Większość filmu nie skupia się na krwiożerczym mutancie, a dwójce młodych hipisów Alexie i Patricii, oraz na irytującym funkcjonariuszu. Inspektora zagrał Donald Pleasence, brytyjski weteran kina, który wystąpił w ponad 200 filmach a fanom horrorów najbardziej znany jest z roli dra Loomisa z „Halloween”.

W niedużej roli zobaczymy także Christophera Lee, który przyjął ją tylko ze względu na obecność Pleasence’a na planie, z którym chciał wystąpić. Aktorzy jednak spotkali się tylko w jednej krótkiej scenie ze względu na zbyt dużą różnicę wzrostu.

„Death Line” to film z niezłym pomysłem i kilkoma odstręczającymi scenami jak widok gnijących ciał w melinie potwora. Ale film ze zbyt powolnym tempem, nieciekawym prowadzeniem akcji i zbyt małą ilością scen, które podkręciłyby tempo i walory horrorowe. Czuć tu nie w pełni wykorzystany potencjał.

32 lata po premierze „Linii Śmierci” powstał jego remake pod tytułem „Creep”, w Polsce wydany jako „Lęk”. Choć tak naprawdę mało osób zdaje sobie sprawę, że film ten jest przeróbką.

Kate wybiera się metrem z imprezy na imprezę. Pech chce, że przesypia zamknięcie stacji i nie może wydostać się na powierzchnię. Zmuszona do zejścia do tunelu metra orientuje się, że grasuje w nim zabójca. Kate będzie zmuszona stoczyć walkę o przetrwanie na terenie wroga.

„Creep” to brytyjsko-niemiecka koprodukcja z 2004 roku, której scenarzystą i reżyserem został Christopher Smith. Facet zna się na rzeczy, jak mówił w wywiadach wychował się na horrorach, a po „Lęku” wyreżyserował jeszcze tak docenione filmy grozy jak „Redukcja”, „Piąty wymiar” i „Czarna śmierć”.

Główną rolę zagrała tu Franka Potente. Niemiecka aktorka, która w Niemczech jest bardzo znana, ale w Stanach, Anglii, czy Polsce to niezbyt popularne nazwisko. Sam ją kojarzę jedynie z filmów „Biegnij Lola, biegnij” i „The Bourne Identity”.

To na jej postaci skupia się cały film, a wszystkie pozostałe to jedynie dodatki do niej. Dziewczyna poradziła sobie z rolą wzorowo. Jej postać nie jest jednowymiarowa, ma swoje problemy i da się jej kibicować. Każdy z nas zna taką dziewczynę. Nieco zagubioną, ale przyparta do muru pokazuje swoją siłę.

Kate jadąc w nocy na imprezę schodzi na stację metra. Niestety zmęczenie robi swoje i kobieta przysypia, a gdy się budzi peron jest pusty. Fartem łapie jakiś ostatni pociąg, ale ten zatrzymuje się nagle pośrodku tunelu, a kierowca dosłownie nie daje znaku życia. Dziewczyna będzie musiała udać się wgłąb plątaniny tuneli, w których grasuje krwiożerczy mutant.

Ale gdyby bohaterka była w tunelu jedynie z mordercą byłoby zbyt nudno. Reżyser więc wprowadził szereg postaci, które z radością wyzioną tu ducha. A jest to m.in. para bezdomnych narkomanów pomagająca Kate, natarczywy kolega z imprezy, czy niezbyt pomocny pracownik ochrony metra.

Kate będzie błąkać się po różnych poziomach metra bawiąc się w kotka i myszkę z chodzącym potworem. Od w miarę bezpiecznego, sterylnego i oświetlonego poziomu naziemnego, przez ciemne tunele, aż po zapomniane od dekad piwnice.

Na szczególną uwagę zasługuje grasujący mutant-kanibal. To stwór zdegenerowany, odrażający, który porywa bezdomnych do swego legowiska, aby żerować na ich truchłach.

Jego charakteryzacja jest wyborna. Kanibal jest łysy, ma zdegenerowaną twarz idioty jakby jego rodzina parzyła się między sobą od pokoleń. Całe ciało pokryte jest brudem i liszajami. Na chudym ciele widoczne są wystające kości. W dodatku skrzeczy jak szczury, z którymi się gnieździ w kanałach.

Nakładanie charakteryzacji każdego dnia ponoć zajmowało aż 8 godzin. I widać tą tytaniczną robotę w każdym detalu. Mutant robi robotę i gdy poluje na bohaterkę, chyba nikt nie chciałby znaleźć się w jej skórze.

Pochodzenie antagonisty nie jest podane na tacy. W oryginale był to potomek górników przysypanych podczas prac. Tutaj reżyser daje nam jedynie strzępy informacji, a całości obrazu będziemy musieli domyślić się sami.

Scen zabójstw również jest więcej niż w „Death Line”. Reżyser rozsądnie wprowadził do tuneli więcej bohaterów także co kilkanaście minut padnie jakiś trup. Co prawda zabójstwa nie są specjalnie krwawe, czy widowiskowe, ale dzięki ich ilości twórcy zachowali żwawe tempo.

Na uwagę zasługuje jednak scena operacji ginekologicznej w podziemiach metra. Ta jest już odpowiednio krwawa i dobrze nakręcona. Może dziś nie robi takiego wrażenia, ale 18 lat temu była mocnym punktem. Sprawdźcie sami.

W remaku też całkowicie zrezygnowano z niepotrzebnego wątku śledztwa, które w zasadzie niewiele wnosiło do fabuły, a jedynie spowalniało tempo.

„Creep” to nie jest nie wiadomo jak dobry horror. Dałoby się go nakręcić lepiej. Mógłby być znacznie brutalniejszy, atmosfera zaszczucia mogłaby być gęstsza. To po prostu przyjemny remake, który z oryginału wziął, co najlepsze, a usunął to co nie grało.

Co prawda jest tu nieco głupotek, gdy bohaterowie kilkukrotnie mogli dobić stwora, ale rzecz jasna woleli uciekać, ale to już chyba standard w tego typu kinie.

Oryginał jest przyjemny, ale nieco się wlecze. Ode mnie dostaje 6/10.

Remake jest żwawszy, pada więcej trupów, rozwija historię, ale jednocześnie zachowuje w niej to co najważniejsze. Ten dostaje 7/10

Zobacz również