
Operacja Maldoror (2024) – recenzja
2 kwietnia 2025Tagi: horrory oparte na faktach, thriller
Reżyseria: Fabrice du Welz
Kraj produkcji: Belgia, Francja
Połowa lat 90. Cała Belgia żyje dramatem dwóch porwanych dziewczynek. Paul, mlody policjant idealista zostaje wcielony do tajnej jednostki tropiącej przestępców seksualnych. Zderzony z korupcją i niechęcią systemu postanawia odnaleźć dziewczynki na własną rękę.
Maldoror to francuski kryminał nakręcony przez Fabrice du Welz, który fanom kina grozy powinien być znany z doskonałej Kalwarii. Film nakręcony jest na kanwie prawdziwych wydarzeń jakie wydarzyły się w Belgii w połowie lat 90.
Produkcja du Welza z jednej strony pokazuje, że policja i wymiar sprawiedliwości są takie same bez względu na lata, czy szerokość geograficzną: struktury te są stworzone, żeby trzymać społeczeństwo za ryj chroniąc tym samym elity, nawet jeśli znajdą się jednostki, które się temu sprzeciwiają.
Maldoror opowiada mocną historię, którą warto poznać, a du Welz sprawnie operuje nihilizmem pokazując, że nawet chęć czynienia dobra może doprowadzić na skraj przepaści.
Zastrzeżenia mam jednak co do wykonania. Maldoror trwa 150 minut, a nie jest na tyle żwawy, aby pozostało to bez znaczenia. Bo niemal telewizyjną jakość i niezbyt wysoki budżet widać na każdym kroku. Spokojnie można by uciąć nieco wątków, albo zrobić z niego czteroodcinkowy miniserial. Aktorstwo również nie zawsze jest przekonujące, a w pierwszej połowie operator kamery Manuel Dacosse traci czasami ostrość (choć widzieliśmy go już z bardzo dobrej strony w Amer, Milczeniu, czy Vincent musi umrzeć, więc to zapewne wina budżetu).
Maldoror potrafi trzymać w napięciu, potrafi wstrząsnąć (choć robi to najprostszymi środkami), potrafi także nieco znużyć. Fani true crime powinni po niego sięgnąć. A reszta? Wybór pozostawiam Wam.