Site icon Horror blog

Krzyk 7 (2026) recenzja

Reżyseria: Kevin Williamson
Kraj produkcji: USA, Kanada

Krzyk 7 poradził sobie lepiej niż bym sobie tego życzył.

Przypomnijmy, że włodarze studia najpierw wyrzucili Melissę Barrerę, która w dwóch ostatnich częściach grała główną bohaterkę. Za nią odeszła Jenna Ortega, kolejna ważna postać, a reżyser Christopher Landon stwierdził, że filmu nie da się uratować i również się wymiksował. Studio zatem zapłaciło odpowiednie pieniądze Neve Campbell, żeby powróciła do serii. Aktorka nie pojawiła się w poprzedniej części, gdyż oferowali jej za małe wynagrodzenie. Ale teraz, gdy grunt zaczął się producentom palić pod nogami posmarowali godziwie.

Krzyk 7 przenosi się z Nowego Jorku ponownie do małego miasteczka, w którym Sidney Prescott wiedzie spokojne życie z mężem i córką Tatum. Wciąż jest jednak nękana traumami z przeszłości. Koszmar zaczyna się na nowo, gdy zabójca w masce Ghostface’a zaczyna polować na nią i jej rodzinę.

Scenariusz Krzyku 7 to jego największa wada. Posklejany naprędce, bez porządnego pomysłu na siebie jadący jedynie na nostalgii. Fabuły tu w zasadzie nie ma. Jest Ghostface i stado owiec do zarżnięcia, w tym oczywiście Sidney i Tatum, które muszą mu się przeciwstawić.

Skoro odeszły Barrera i Ortega obsadę trzeba było czymś zapchać. Pojawia się tu masa papierowych bohaterów, których jedynym zadaniem jest umrzeć pod ciosami Ghostaface’a. Pojawiają się także stare, lubiane twarze, zarówno te spodziewane, jak i bohaterowie-niespodzianki.

Morderstw jest sporo i są krwawe, ale nie robią żadnego wrażenia. Po sześciu częściach potrzeba czegoś więcej niż noża wbitego w brzuch. Podobała mi się jedynie jedna, pełnokrwista, kreatywna scena morderstwa z flakami na pierwszym planie. Dostajemy jeszcze jedną w tym stylu, ale jest już tak groteskowa, że wyglądała niczym z kreskówki.

Realizacyjnie jest bardzo sprawnie. Ale co z tego jak scenariusz nie angażuje, fabuła potrafi się wlec, żadna scena nie trzyma w napięciu jak w świetnych poprzednikach, a ujawnienie tożsamości i motywacji zabójcy jest jednym z bardziej rozczarowujących w tej serii.

Mimo odbieraniu Barrerze wolności słowa ze względów politycznych i całemu chaosowi realizacyjnemu jaki z tego wyniknął Krzyk 7 mimo wszystko potrafi dostarczyć rozrywki. Film dla fanów serii, nostalgii za bohaterami i niewymagającej rozrywki. Po bardzo udanych dwóch poprzednich częściach ja wymagam jednak nieco więcej. Ale tak to jest, gdy polityczna poprawność wchodzi tam, gdzie nigdy nie powinna się znaleźć.

Exit mobile version