Rok 1982. Do kin wchodzi „Poltergeist” – arcydzieło horroru, które na zawsze zmieniło popkulturę. Widzowie opuszczają kina z gęsią skórką… nie wiedząc, że prawdziwy horror dopadnie twórców dopiero po wyłączeniu kamer.
Sześć lat. Cztery trupy. A po latach… kolejna, makabryczna zbrodnia. Czy to możliwe, że ekipa filmowa rozgniewała zaświaty, bezczeszcząc prawdziwe ludzkie kości na planie? Dziś prześwietlimy dowody i przyjrzymy się faktom. Poznajcie przerażającą kronikę klątwy Poltergeista.
Zanim jednak przejdziemy do samych tragedii, cofnijmy się na chwilę do momentu, w którym powstał ten przełomowy projekt. Za produkcją i scenariuszem stoisł sam Steven Spielberg – świeżo po gigantycznym sukcesie „Szczęk” i w trakcie pracy nad „E.T.”. Do wyreżyserowania filmu zatrudnił mistrza surowego strachu, Tobe’a Hoopera, twórcę legendarnej „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”.
Duet Hooper-Spielberg stworzył genialny koncept. Zamiast nawiedzonego starego zamczyska, przenieśli koszmar na ciche, nowo wybudowane amerykańskie osiedle Cuesta Verde. Rodzina Freelingów prowadzi tam zwyczajne, szczęśliwe życie… aż do momentu, gdy ich najmłodsza córka, Carol Anne, zaczyna rozmawiać z istotami ukrytymi w telewizorze. Byt staje się agresywny, wciąga dziewczynkę do innego wymiaru przez szafę, a dom zamienia się w portal dla przerażających sił.
Film okazał się gigantycznym sukcesem komercyjnym, zdobył trzy nominacje do Oscara i wszedł do kanonu kina. Jednak to, co dla widzów na sali kinowej było jedynie dreszczykiem emocji i wybitną rozrywką, dla samych aktorów szybko zmieniło się w autentyczny, prywatny koszmar. Fikcja zaczęła niepokojąco przenikać do rzeczywistości.
Pierwsza tragedia uderzyła zaledwie kilka miesięcy po premierze pierwszego filmu.
Wszystko zaczęło się zaledwie kilka miesięcy po premierze pierwszego filmu. Październik 1982 roku. Dominique Dunne ma 22 lata, wielki talent i całe życie przed sobą. Rola Dany Freeling otworzyła jej drzwi do Hollywood. Te drzwi zamknęły się jednak z hukiem przed jej własnym domem.
To właśnie tam, w Hollywood, dochodzi do potwornej awantury. Były partner aktorki, John Sweeney, nie potrafi pogodzić się z rozstaniem. Wpada we wściekłość. Rzuca się na Dominique i dusi ją na trawniku. Dziewczynka zapada w śpiączkę i umiera w szpitalu.
Najbardziej szokujący w tej sprawie jest jednak finał w sądzie. Sprawca usłyszał wyrok zaledwie… nieumyślnego spowodowania śmierci. Skazano go na 6,5 roku więzienia, z czego odsiedział niespełna cztery. Pierwsza krew została przelana, a sprawiedliwość okazała się ślepa. Hollywood zaczynało drżeć.
Druga część filmu przyniosła kolejne tragedie, które fani zaczęli łączyć w logiczną, makabryczną całość. Do obsady dołączył Julian Beck, wcielający się w przerażającego wielebnego Kane’a. Widzowie w kinach zamierali z przerażenia na widok jego nienaturalnie wychudzonej twarzy. Nie wiedzieli, że aktor nie musiał nawet przechodzić charakteryzacji. Niczego nie udawał.
Beck chorował na raka żołądka. Choć walczył dzielnie, plan zdjęciowy wycisnął z niego ostatnie siły. Zmarł w 1985 roku, niedługo po zakończeniu pracy, nie dożywając nawet premiery filmu.
Na tym samym planie partnerował mu Will Sampson, odtwórca roli szamana Taylora. Co ciekawe, Sampson prywatnie był nie tylko aktorem, ale również praktykującym medium i egzorcystą. Twierdził, że na planie czuć demoniczną obecność i przeprowadził nawet prawdziwy rytuał oczyszczenia lokacji ze złych mocy.
Czy sędziwe duchy zemściły się na nim? Niedługo po zakończeniu zdjęć Sampson musiał przejść niezwykle ryzykowny przeszczep serca i płuc. Szanse na powodzenie były minimalne. Egzorcysta przegrał walkę o życie w 1987 roku.
Śmierć dorosłych aktorów można było jeszcze tłumaczyć chorobami czy losem. Ale to, co stało się z twarzą całej serii, złamało serca milionów ludzi na świecie. Heather O’Rourke – mała, słodka, blondwłosa Carol Anne.
W 1987 roku lekarze stawiają u niej diagnozę: choroba Crohna. Heather, mimo osłabienia, dzielnie pracuje na planie trzeciej części horroru. Diagnoza okazuje się jednak tragiczna w skutkach. Lekarze się pomylili.
Na początku 1988 roku dziewczynka w ciężkim stanie trafia do szpitala. Dopiero wtedy lekarze odkrywają właściwą przyczynę – wrodzoną wadę jelit. Jest już jednak za późno. Podczas operacji dochodzi do nagłego zatrzymania krążenia. Dziewczynka umiera na stole operacyjnym w wieku zaledwie 12 lat, na krótko przed premierą „Poltergeista III”. Seria straciła swojego anioła.
Kiedy wydawało się, że po latach klątwa w końcu wygasła, rok 2009 przyniósł kolejny, makabryczny zwrot akcji. Przypomniano sobie o człowieku nazwiskiem Lou Perryman. W pierwszym filmie zagrał zaledwie epizod – postać Pugsleya. Miał nadzieję, że pech serii go nie dotyczy. Mylił się.
Wiele lat po premierze, we własnym domu, Perryman staje oko w oko z potworem. Zostaje brutalnie zamordowany siekierą. Sprawcą okazuje się mężczyzną cierpiącym na silne zaburzenia psychiczne, który wybrał dom aktora całkowicie przypadkowo. Kolejna bezsensowna, krwawa śmierć wpisana na listę „Poltergeista”.
Cztery przedwczesne śmierci, dwa brutalne morderstwa. Przypadek? Sceptycy powiedzą: tak. Ale ekipa filmowa do dziś pamięta o jednym, przerażającym fakcie z planu pierwszej części. Pamiętacie słynną scenę w basenie, w której matka tarza się wśród błota i ludzkich szkieletów?
To nie były plastikowe rekwizyty. Po latach wyszło na jaw, że produkcja – chcąc zaoszczędzić budżet – zakupiła prawdziwe, ludzkie kości z hurtowni medycznej. Sztuczne szkielety były wtedy droższe. Aktorzy dosłownie taplali się w szczątkach zmarłych ludzi. Według wielu, to właśnie to bezczeszczenie sprowadziło gniew z zaświatów na wszystkich, którzy dotknęli tej produkcji.
Czy to była klątwa, czy po prostu potworny, skumulowany pech i tragiczne zbiegi okoliczności? Prawdy nie dowiemy się nigdy. Ale następnym razem, gdy włączycie ten kultowy horror i usłyszycie szept „They’re here”… wspomnijcie tych pięciu aktorów. Bo cena, jaką zapłacili za stworzenie tego filmu, okazała się najwyższa z możliwych.

