Większość widzów uważa, że Nikki z filmu Obsesja opętał demon, mściwy duch albo klątwa. Ale co, jeśli powiem Wam, że prawda jest znacznie bardziej chora… i ma bezpośredni związek z martwym kotem? Zanim uznacie mnie za wariata – ten jeden mały detal całkowicie wywraca odbiór tego filmu do góry nogami. Dzisiaj udowodnię Wam, że Freaky Nikki to wcale nie jest największy potwór w tej historii… A w drugiej części materiału przedstawię Wam najbardziej szaloną teorię, która wywraca odbiór tego filmu do góry nogami.
Materiał ten obejrzysz także na Youtube:
Życzenie się spełnia. Brzmi jak klasyk, prawda? Tyle że skutek jest absolutnie potwornym zwrotem akcji. Fabuła Obsesji kręci się wokół Beara – wycofanego chłopaka, który skrycie podkochuje się w swojej najlepszej przyjaciółce, Nikki. Zamiast po prostu wyznać jej prawdę, Bear wchodzi w posiadanie nadnaturalnego przedmiotu spełniającego życzenia i wypowiada feralne słowa: chce, by Nikki kochała go bardziej, niż kogokolwiek na świecie. Miejsce dziewczyny zajmuje mroczny byt, który dosłownie przejmuje jej ciało. Zaczyna osaczać Beara, a każdy, kto stanie im na drodze – w tym wykazująca zainteresowanie Bearem Sara – zostaje brutalnie wyeliminowany.
Film to potężny powiew świeżości w gatunku, za który odpowiada młody YouTuber Curry Barker. Swoimi projektami udowadnia on, że nie potrzeba gigantycznych, hollywoodzkich budżetów, by wykreować gęsty, niepokojący klimat i bezlitośnie zagrać widzom na nerwach. Jego niezależne podejście to czysta pasja, której tak często brakuje w dzisiejszym mainstreamowym kinie grozy. I ten gęsty, niepokojący klimat Barker buduje nie na tanich jump scare’ach, ale na genialnym odwróceniu naszych oczekiwań wobec głównego bohatera. Przyjrzyjmy się Bearowi, bo to, co z pozoru wygląda na typową historię samotnego romantyka, szybko zamienia się w coś znacznie bardziej chorego.
Tymczasem Bear przechodzi jedną z najbardziej fascynujących przemian, jakie widziałem w ostatnich horrorach. Film początkowo próbuje przedstawić go jako samotnego, sympatycznego faceta, który po prostu pragnie dziewczyny, którą kocha.
Do czasu. W miarę rozwoju fabuły prawda uderza nas w twarz. Bear. Wcale. Jej. Nie kocha. Nie prawdziwą Nikki. Kocha wersję Nikki, która istnieje tylko w jego głowie.
Kto tak naprawdę był obsesyjny? W tym miejscu tytuł filmu staje się genialny! Przez większość filmu zakładamy, że tytuł odnosi się do “Freaky Nikki”. W końcu to ona udaje obsesję. To ona prześladuje Beara. To ona niszczy wszystko wokół siebie. Ale pod koniec staje się jasne, że tytuł nigdy nie dotyczył Nikki. Zawsze chodziło o Beara.
Bear nie jest zakochany. On ma obsesję. Nie interesuje go indywidualność Nikki, jej autonomia, wady, ani nawet jej prawdziwe uczucia. Jest zafascynowany tym, co ona sobą reprezentuje: jej urodą i potwierdzeniem jego własnej wartości. Innymi słowy – fantazją o idealnej kobiecie, która go absolutnie uwielbia.
Najbardziej druzgocący moment nadchodzi, gdy Nikki na chwilę odzyskuje panowanie nad sobą i błaga Beara, by ją zabił. Osoba, która naprawdę by ją kochała, zrobiłaby wszystko, co możliwe, by ją uratować. Bear tego nie robi. Ponieważ zaakceptowanie jej prośby oznaczałoby zaakceptowanie prawdy, której nie może znieść: Ona wolałaby umrzeć, niż dobrowolnie z nim być. Ta chwila ujawnia, kto jest prawdziwym złoczyńcą. Nie przeklęta Nikki. Nie nadprzyrodzony artefakt. Tylko on.
Skoro ustaliliśmy już, że to toksyczność Beara jest prawdziwym katalizatorem zła, musimy zadać sobie drugie, kluczowe pytanie. Jeśli Freaky Nikki nie jest klasycznym demonem, to z czym u licha mamy do czynienia?
Reżyser Curry Barker, a nawet sama aktorka Inde Navarrette, potwierdzili, że Obsesja nie jest filmem o opętaniu przez demona, i łatwo jest to przyjąć za dobrą monetę. Istnieje jednak wiele dowodów sugerujących, że mroczna osobowość znana jako Freaky Nikki to wciąż jakaś nadprzyrodzona istota, która wdziera się w ciało i umysł dziewczyny. To nie tyle demon czy duch, co raczej klątwa, perwersyjna istota podszywająca się pod prawdziwą Nikki.
Istnieją nawet teorie, które uważają za nieprzypadkowy fakt, że artefaktem wyzwalającym jest gałąź wierzby. Gałęzie wierzby kojarzone są na całym świecie z czarami. Sugeruje to, że to czarna magia jest odpowiedzialna za One Wish Willow, a niewłaściwe pragnienie uwalnia z przedmiotu klątwę. Freaky Nikki to klątwa, którą uwalnia Bear.
Wyobraźcie to sobie jak zainfekowany plik systemowy. Ten byt ma wbite do łba tylko jedno: chorą fiksację na punkcie Beara. Każda sprzeczka, każdy normalny stres, to dla niego błąd krytyczny. A jak ten program naprawia błędy? Brutalną przemocą. Pseudonim „Freaky Nikki” pochodzi od imienia z dzieciństwa, pojawiającego się na początku filmu, które byt ostatecznie przyjmuje jako swój zniekształcony symbol tożsamości.
Freaky Nikki jest ucieleśnieniem tego, co Bear wyobraził sobie w swojej głowie. Ponieważ jednak tak naprawdę niewiele o niej wie, magia tworzy niezrównoważoną, zdesperowaną istotę, która może jedynie udawać Nikki. To sprawia, że nowa osobowość jest dla Beara w istocie lustrem, gdy ten zmuszony jest zmierzyć się z własnymi, wypaczonymi, egoistycznymi wyobrażeniami o tym, czym powinna być miłość.
W tym wszystkim prawdziwa, oryginalna Nikki staje się uwięzioną, bezwolną marionetką we własnym ciele. Została sprowadzona do roli pasażera. Nigdzie nie widać tej przerażającej nieobecności wyraźniej, niż podczas scen zbliżeń. Kiedy Bear uprawia z nią seks, prawdziwa Nikki jest całkowicie wyłączona, co stanowi makabryczną metaforę gwałtu na jej świadomości.
Jednak jej świadomość wciąż tam jest. Pamiętacie jak Nikki na imprezie się okaleczyła? Zrobiła to, gdyż jej prawdziwa, uwięziona jaźń desperacko próbuje walczyć o władzę nad ciałem. Te nagłe przebłyski – rozmowa przez sen, niemy krzyk, gdy Bear dzwoni na infolinię – to ostateczny bunt jej resztek woli.
Więc prawdziwa Nikki jest uwięziona, podczas gdy jej ciałem steruje zniekształcony program. Brzmi wystarczająco przerażająco? To trzymajcie się mocno. Pora odpowiedzieć na pytanie, DLACZEGO ten byt porusza się i zachowuje tak nieludzko. Wkraczamy na terytorium „Teorii Martwego Kota”…
A teraz obiecana bomba. Istnieje inna, niezwykle popularna i mroczna interpretacja. „Teoria martwego kota” sugeruje, że kiedy Bear wypowiedział swoje życzenie, w ciało dziewczyny wtargnął… duch jego martwej kotki, Sandy.
Zanim uznacie to za absurd, przyjrzyjmy się detalom. W Obsesji jest niesamowity moment, w którym Nikki podchodzi, żeby przeprosić Beara. Stoi w ciemności, a jej oczy mają dziwny, błyszczący blask, zupełnie jak u kota wpatrującego się w mrok. Obserwuje śpiącego Beara z ciemności w kącie pokoju i cierpliwie czeka na niego przy drzwiach, nie zważając na siebie i własne potrzeby.
Reżyser ewidentnie i z premedytacją oparł zachowanie zakochanej lalki na kocich zwyczajach. Sikanie na podłogę z premedytacją? Klasyka. Zrzucanie rzeczy i darcie pyska bez powodu? Brzmi znajomo. Ale najgorszy, najbardziej makabryczny hołd to… przynoszenie właścicielowi martwych ofiar pod drzwi. Zmasakrowane zwłoki Sary to nic innego, jak chora wersja rzucenia Wam martwej myszy na wycieraczkę.
Tylko jak w to wszystko wpisuje się scena, w której Nikki-kot podaje Bearowi na drugie śniadanie truchło jego własnego zwierzaka? To mroczna klamra. Prolog z kotem, który nażarł się psychotropów Beara, jest świetny i ukazuje skrajną nieodpowiedzialność bohatera. Zaserwowanie tego samego kota na talerzu to brutalne uderzenie w twarz: pokazanie mu owoców jego własnej toksyczności. Byt pod postacią Nikki przypomina mu: “Zniszczyłeś mnie tak samo, jak zniszczyłeś jego”.

