Reżyseria: Toby Wilkins
Kraj produkcji: USA
Uzbrojony przestępca porywa parę jadąca do motelu na rocznicę. Po drodze łapią gumę i są zmuszeni zjechać na stację benzynową znajdującą się na odludziu. Wkrótce stają się celem ataku mężczyzny całego pokrytego kolcami. Rozpoczyna się walka o przetrwanie z agresywnym, mutującym organizmem.
Cierń to kameralny body horror rozgrywający się niemal w całości na samotnej stacji benzynowej, w którym udział bierze jedynie kilki bohaterów. Porwana para szybko się orientuje, że przestępca z bronią w ręku jest ich najmniejszym zmartwieniem. Atak przypuszcza bowiem mutujący organizm niczym z Coś Carpentera, który może się dzielić na pojedyncze części ciała działające autonomicznie, by znaleźć pokarm. A pożywieniem jest ludzka tkanka.
Źródłem grozy jest tu potworna infekcja, która powoli przejmuje władzę nad ciałem łamiąc kości i porastając kolcami, których dotyk przenosi chorobę na kolejnego nosiciela. Efekty specjalne wykonane klasycznymi metodami przez ekipę, która tworzyła również na potrzeby Jestem legendą, czy Venoma są mięsiste, obleśne i realistyczne.
Bohaterowie są wyraziści i wiarygodnie zagrani. Przestępca terroryzujący parę to naprawdę nieprzyjemny typ, a główny bohater to nerd-fajtłapa. Czy taka zbieranina może połączyć siły wobec wspólnego zagrożenia?
Film bywa krwawy brutalny i obrzydliwy, przemiana organizmu w kolczastego potwora bolesna i odrażająca, a atmosfera zaszczucia gęsta niczym krew, na którą polują filmowe mutanty.

