Reżyseria: Ian Tuason
Kraj produkcji: Kanada
Undertone to produkcja studia A24, które od jakiegoś czasu nie gwarantuje już dobrych filmów. Stało się ono studiem dla hipsterów zachwycających się każdym tamtejszym slowburnerem, a omawiany tytuł to właśnie taki artystyczny snuj eksperymentujący z formą. Fabuła skupia się na Evy, która w wielkim domu opiekuje się terminalnie chorą matką, a wieczorami nagrywa z Justinem podcast o tajemniczych sprawach. Ich relacja przypomina duet Mulder i Scully z Temu, ponieważ ona reprezentuje szkiełko i oko, a on wierzy w zjawiska nadprzyrodzone. Gdy otrzymują dziesięć tajemniczych nagrań dwójki ludzi, odsłuchują pliki jeden po drugim, a każdy kolejny okazuje się coraz bardziej przerażający, przez co Evy zaczyna czuć w domu złowrogą obecność.
Cały horror oparty jest na dźwiękach, dialogach oraz ASMR, udowadniając w duchu Lovecrafta, że bać się powinniśmy nie tylko potworów z mackami, ale również dźwięków. To kino, w którym nic nie zostaje pokazane, lecz wszystko opowiedziane, więc główną rolę gra tu wyobraźnia widza. Choć bywa niepokojąco, patenty na straszenie okazują się wtórne, wykorzystując klasyczne migające lampki i niewyraźne postacie czające się w mroku. Projekt jest dobrze nakręcony i solidnie zagrany, stanowiąc w zasadzie popis jednej aktorki. Przypomina to ubiegłoroczne Presence Soderbergha skrzyżowane z Sinisterem, tyle że straszne nagrania wideo zastąpiono samym audio, dlatego film może dobrze sprawdzić się podczas nocnego seansu w samotności na słuchawkach.

