Reżyseria: Kirill Sokolov
Kraj produkcji: USA, Południowa Afryka, Kanada
Mam dla Was do polecenia film, który właśnie wszedł do kin. Póki co to chyba najlepszy (a z pewnością dostarczający najwięcej rozrywki) horror tego roku. Zapraszam do recenzji bez spojlerów.
Asia podejmuje pracę pokojówki w starym, okrytym złą sławą hotelu. Już pierwszej nocy zamaskowani napastnicy próbują ją zabić. Asia potrafi się jednak bronić. Rozpoczyna się polowanie. Tylko, kto tu jest zwierzyną?
“Oni cię zabiją” to lekki komediohorror, w którym kobieta w wielkim domostwie odciętym od świata musi walczyć o przeżycie z polującymi na nią mieszkańcami. Nie brzmi to zbyt świeżo, mieliśmy przecież chociażby Zabawę w pochowanego (w ogóle wkrótce wchodzi druga część). Nie istotne jest jednak co zostało nam podane, ale jak. A jest tu na co patrzeć.
Omawiany film jest bardzo w tarantinowskim stylu najczęściej porównywany do Kill Billa. Mamy silną antagonistkę, która w efektownych scenach starć pokonuje masę wrogów. Największą robotę robi to operator kamery, który świetnie bawi się na planie. Praca kamer jest dynamiczna, kreatywna, pełna najazdów, zbliżeń i długich ujęć. Dzięki niej i żwawemu montażowi nie ma chwili na nudę. Świetnie wypada także kompozycja kadrów, symetrie i kolorystyka, które mi na myśl przywodziły Grand Budapest Hotel. Muzyka również inspirowana dziełami Tarantino pochodząca głównie z lat 60. i 70. nadaje tempa, klimatu, ale sprawdza się także jako autonomiczne dzieło, którego po prostu dobrze się słucha. Nie mógłbym także nie wspomnieć o Zazie Beetz w głównej roli, która kradnie całe show, spuszcza srogi łomot i rzuca onelinerami niczym Bruce Campbell.
Mimo prostej fabuły film potrafi kilkukrotnie zaskoczyć, głównie dzięki retrospekcjom, które rzucają więcej światła na wydarzenia. Kto i po co poluje na Asię? I czy dziewczyna faktycznie przypadkowo trafiła do budynku?
Ale Oni cię zabiją to przede wszystkim radosna rozwałka. Masa tu obficie tryskającej juchy. Napisałbym, że znów jak w Kill Billu, ale przecież motyw ten Tarantino zakosił z Lady Snowblood. Jest mocno gorowo, po planie latają odcięte głowy, kończyny, gałki oczne, w ruch idą siekiery, tasaki, pałki i obowiązkowa dwururka. A niemal wszystko zrealizowane przy pomocy praktycznych efektów. Końcówka zaś to już jazda bez trzymanki idealnie pasująca do teledysku blackmetalowej kapeli (pamiętajcie, wpadłem na to pierwszy!).
Oni cię zabiją to prosta, satysfakcjonująca rozrywka, pełna kreatywnego gore, które jednak bardziej bawi niż brzydzi. Polecam! Idźcie do kina.

