Myślisz, że Ksenomorf to szczyt filmowego koszmaru? To znaczy, że nigdy nie widziałeś morderczej opony o imieniu Robert, albo sępa z antymaterii, który wygląda, jakby ulepiło go dziecko z plasteliny podczas przerwy obiadowej. Większość zestawień o potworach zanudzi Cię klasyką i będzie po raz setny analizować anatomię Predatora. Ja pokażę Ci rejony, gdzie budżet nie istniał, logika dawno uciekła z planu, a scenarzyści musieli być na bardzo dziwnych substancjach. Oto 10 najbardziej absurdalnych stworzeń, jakie kiedykolwiek nawiedziły ekrany – przy których Człowiek-Mucha to szczyt normalności.
Materiał ten obejrzysz także na Youtube:
1. Mystics in Bali (1981) – Latające płuca
Zaczynamy od czegoś, co widziało pewnie z dziesięć osób na świecie, a szkoda, bo to czysty obłęd. Ten indonezyjski folk horror opowiada o młodej Amerykance, która przyjeżdża na Bali zgłębiać tajniki czarnej magii. Trafia pod skrzydła czarownicy, która zamienia ją w Leyaka.
Leyak to po prostu latająca głowa kobiety, z której szyi zwisają dyndające organy wewnętrzne: serce, żołądek i płuca. Ten zestaw lata nocą nad wioską i szuka krwi noworodków. Jest to absolutnie pojebane. Z jednej strony bawi widok plastikowych flaków, z drugiej wizualna metafora rozczłonkowanego ciała jest tak pierwotna i dziwna, że zostaje w głowie na lata. To nie jest kolejny facet w gumowej masce, to fizjologiczny koszmar prosto z balijskich legend.
Jeśli myśleliście, że latające flaki to najdziwniejsza rzecz, jaką można spotkać w menu, to indonezyjskie demony mają silną konkurencję na Zachodzie. Tylko że tutaj potwór nie czai się w dżungli, ale w Twojej lodówce.
2. Substancja (1985) – Morderczy budyń
W latach 80. zagrożenie mogło czaić się wszędzie, nawet w deserze. Fabuła skupia się na tajemniczej, białej substancji znalezionej w ziemi, która smakuje lepiej niż cokolwiek innego. Ludzie szaleją na jej punkcie, a Substancja staje się hitem sprzedaży. Problem w tym, że ten pyszny jogurcik ma własną świadomość i… zjada konsumenta od środka, zamieniając go w pustą skorupę.
Dlaczego to jest dziwne? Bo głównym antagonistą jest tu dosłownie morderczy budyń. Walka z kleistą mazią, która wylewa się z lodówki, wygląda komicznie, ale film to w rzeczywistości błyskotliwa satyra na konsumpcjonizm. Potwór jest wyjątkowy, bo nie ma kształtu, nie ma kłów – ma tylko kalorie i nieodparty urok osobisty, który sprawia, że sam prosisz się o bycie pożartym.
3. The Giant Claw (1957) – Sęp jak z kreskówki
Wyobraźcie sobie napięcie: radar wykrywa obiekt wielkości pancernika lecący z ogromną prędkością. Wojsko jest w gotowości, ludzie drżą ze strachu. I wtedy na ekran wlatuje on. Połączenie sępa z kreskówki z wściekłym pterodaktylem, który wygląda, jakby ktoś ulepił go z papier-mâché podczas przerwy obiadowej.
Potwór jest kuriozalny przez totalny dysonans między poważnym tonem aktorów a jego wyglądem. Ma wyłupiaste oczy, kępki piór na czubku głowy i wyraz twarzy kogoś, kto właśnie nadepnął na klocka LEGO. Wyjątkowość tego stwora polega na tym, że otacza go tarcza z antymaterii, co czyni go niewrażliwym na broń. To jeden z tych przypadków, gdzie potwór jest tak brzydki i źle wykonany, że staje się legendą kina klasy B. Ja go po prostu kocham!
4. Zombiebobry (2014)
Fabuła to klasyk gatunku. Opowiada o grupie nastolatków, która jedzie do domku nad jeziorem, by pić alkohol i uprawiać seks. Niestety, do rzeki wpada toksyczna substancja, która mutuje lokalną populację bobrów. Tak powstają Zombeavers, nieumarłe gryzonie z wielkimi zębami i zamiłowaniem do ludzkiego mięsa.
Co w nich kuriozalnego? Twórcy postawili na praktyczne efekty specjalne, więc potwory wyglądają jak sztywne pacynki z piekła rodem. Są wyjątkowe, bo łączą w sobie urok zwierzątek z horroru z bezlitosną naturą zombie. Kiedy widzisz, jak stado pluszowych bobrów szturmuje dom, a ofiary po ugryzieniu same zamieniają się w ludzio-bobry z wielkimi siekaczami, wiesz, że dotarłeś na sam koniec filmowego piekła.
Po seansie z bobrami pewnie odechciało Wam się wycieczek nad jezioro. Spokojnie, po następnym filmie odechce Wam się nawet robienia kanapek.
5. Atak morderczych pomidorów (1978) – Zabójcze pomidory
Ten film to czysta zgrywa z wielkich monster movies. Fabuła jest prosta: pomidory mutują i zaczynają zabijać ludzi. Przetaczają się przez miasta, terroryzują mieszkańców i są praktycznie nie do powstrzymania dla regularnej armii. To absolutny klasyk kina parodystycznego.
Potwór jest tu wyjątkowy przez swoją absolutną banalność. Czerwone, okrągłe warzywo (choć technicznie to owoc), które po prostu toczy się w twoją stronę. Sceny, w których ludzie uciekają przed obracającym się pomidorem, krzycząc z przerażenia, to szczyt absurdu. To film, który udowadnia, że przy odpowiedniej muzyce i montażu, nawet składnik sałatki może stać się narzędziem zagłady.
6. Maglownica (1995)
Stephen King ma talent do ożywiania przedmiotów codziennego użytku, ale ekranizacja Maglownicy to już wyższy poziom dziwności. Fabuła kręci się wokół wielkiej, przemysłowej maszyny w pralni, która po przypadkowym kontakcie z krwią i kilkoma dziwnymi składnikami (w tym lodem z lodowca), zostaje opętana przez demona.
Potwór jest kuriozalny, bo… jest maszyną przytwierdzoną na stałe do podłogi. Żeby cię zabić, musisz do niej podejść i włożyć rękę między wałki. Twórcy próbowali to ominąć, dając maglownicy w finale nogi, co wygląda jeszcze bardziej niedorzecznie. Wyjątkowość tego monstrum polega na próbie zrobienia czegoś groźnego z urządzenia, które służy do prasowania prześcieradeł. Robert Englund w obsadzie tylko dodaje temu wszystkiemu surrealistycznego sznytu.
7. Robot Monster (1953) – Goryl w kasku
A teraz absolutnie mój ulubiony filmowy potwór ery atomowej. To prawdopodobnie jeden z najbardziej ikonicznych złych potworów w historii. Obcy o imieniu Ro-Man przybywa na Ziemię, by zniszczyć ludzkość (choć zostało na niej tylko osiem osób). Fabuła jest pretekstowa, bo całą uwagę kradnie kostium antagonisty.
Ro-Man to facet w futrzanym kostiumie goryla, który na głowie ma hełm płetwonurka z antenkami. Dlaczego? Bo budżet był tak mały, że nie starczyło na kostium robota, więc reżyser wykorzystał to, co akurat miał pod ręką u znajomego kaskadera. Potwór jest kuriozalny, bo porusza się jak małpa, mówi jak szekspirowski aktor i mieszka w jaskini z maszyną do robienia baniek mydlanych. To definicja filmowego „tak złe, że aż dobre”.
8. Death Bed: The Bed That Eats (1977) – Mordercze łóżko
Fabuła tego filmu to czysta poezja absurdu: opętane przez demona łóżko zjada każdego, kto na nim usiądzie lub położy się spać. Ofiary zostają wciągnięte w głąb materaca, gdzie żółte soki trawienne (wyglądające jak sok jabłkowy) rozpuszczają ich ciała.
To łóżko jest potworem wyjątkowym, bo niebezpieczeństwo czyha tam, gdzie czujemy się najbezpieczniej. Kuriozalne jest to, że łóżko ma… sny i osobowość. Widzimy, jak konsumuje jedzenie, jak płacze i jak przeżywa swoje traumy. To nie jest po prostu mebel, to byt o skomplikowanym wnętrzu, który po prostu bywa głodny. Scena, w której łóżko zjada kurczaka i popija winem, to coś, czego nie da się odzobaczyć.
9. The Gingerdead Man (2005) – Pierniczek okrutniczek
Skrzyżowanie ciasteczkowego ludzika ze Shreka z Jasonem Voorheesem. Duch seryjnego mordercy zostaje zaklęty w cieście na pierniki przez jego matkę-czarownicę. Wypieczony stwór ożywa i zaczyna terroryzować piekarnię, używając do zabijania noży, pistoletów i… okruszków.
Potwór jest kuriozalny z natury. To małe ciasteczko z lukrowym uśmiechem i głosem Gary’ego Buseya. Wyjątkowość Pierniczka polega na kontraście między jego słodkim wyglądem a brutalnością. Film nie bierze się na poważnie, serwując nam sceny walki z ciastkiem, które jest zaskakująco zwinne i mściwe. To idealny przykład horroru kulinarnego, w którym to deser zjada ciebie. Zwróćcie uwagę na wybitny polski tytuł tego dzieła: Pierniczek okrutniczek.
10. Mordercza opona (2010) – Koszmar wulkanizatora
Na koniec zostawiłem absolutną perłę, której pewnie każdy z Was się tu spodziewał. Mordercza opona to opowieść o oponie imieniem Robert, która pewnego dnia ożywa na pustyni, odkrywa w sobie moc telekinezy i zaczyna rozsadzać głowy ludziom, którzy staną jej na drodze.
Dlaczego to jest na liście? Bo to dosłownie zwykła, czarna opona samochodowa. Nie ma twarzy, nie ma rąk, po prostu toczy się przez ekran. Jest kuriozalna, bo twórcy traktują ją z pełną powagą. Robert ma swoje nastroje, czuje gniew i ogląda telewizję w motelu. To meta-horror o braku powodu, który stał się kultowy właśnie dzięki temu, jak genialnie absurdalny jest pomysł uczynienia z kawałka gumy seryjnego mordercy. Jeśli myśleliście, że w horrorze widzieliście już wszystko, to Robert szybko wyprowadzi Was z błędu. Jeśli lubicie absurdalnie zabawne filmy polecam Wam inne produkcje Quentina Dupieux, reżysera Morderczej opony.

