Reżyseria: Adam Wingard
Kraj produkcji: USA
Onslaught to nowy miks horroru, kina akcji i science fiction od znanego z Gościa lub You’re Next Adama Wingarda. Zmęczony slowburnerami, horrorami psychologicznymi i innym arthousowym gównem potrzebowałem takiej prostackiej i naładowanej adrenaliną akcji.
Film opowiada o weterance wojny mieszkającej w niewielkiej osadzie na pustyni, która musi zmierzyć się z trzema wyhodowanymi superżołnierzami. Nikt się tu nie bawi w przydługie wstępy budujące wiarygodność bohaterów. Sieka zaczyna się 30 minut po rozpoczęciu seansu. A akcja nie zwalnia aż do napisów końcowych.
Przez większość filmu nie widać oblicz superżołnierzy, tylko ich umięśnione sylwetki i świecące oczy na twarzach skrytych za taktycznymi maskami. To prawdziwie groźne skurwysyny – maszyny do zabijania. Wszyscy antagoniści to przerysowane czarne charaktery rodem z komiksów. To nie jest film, w którym ich motywacje są wysublimowane. Żołnierze zostali zaprogramowani do zabijania, więc zabijają każdego. Tylko ich całkowite zniszczenie może ich powstrzymać. Na szczęście Celeste ma masę umiejętności wyniesionych z wojny i pokaźny arsenał. W ruch idą różnorodne giwery, tasak, a nawet wielka piła mechaniczna. Krwi jest sporo, ale z jakiegoś powodu twórcy szczędzą prawdziwego gore (oprócz finałowego pojedynku, który jest rodem jak z Martwego zła). Miło jednak, że cała jatka jest zrobiona z wiader sztucznej juchy, nie CGI.
Wciąż czuć tu ducha studia A24. Film zrealizowany jest w nie do końca hollywoodzki sposób. Ziarnisty obraz, sporo niemieckiej muzyki elektronicznej i w gruncie rzeczy z początku niespieszne tempo (co wcale nie jest wadą). Tej produkcji przydałoby się jednak z 30 minut metrażu więcej, aby rozwinąć dwa wątki: niemieckiego naukowca tworzącego superżołnierzy, a także agenta rządowego Cyrusa, który sprząta po nich. Ten ostatni wątek rządowej organizacji polującej na superżołnierzy kierowanej przez naćpanego wyrostka od zadań specjalnych jest zupełnie niepociągnięty, więc w zasadzie niepotrzebny. A szkoda.
W rolach drugoplanowych zobaczymy Dana Stevensa i Rebeccę Hall, nieco szkoda, że nie rozwinięto ich postaci.
Ten film to hołd dla akcyjniaków z epoki kaset VHS sprzed 30 lat. Gdybym znalazł go w lokalnej wypożyczalni video, dziwiłbym się, że zabrakło w filmie Van Damme’a. To miks Uniwersalnego żołnierza z nazistowskimi naukowcami i z one girl army protagonistką. Prosta rozrywka dla prostych ludzi. Mniam.

