Site icon Horror blog

Creeping Terror to horror nakręcony na farmie Charlesa Mansona

“The Creeping Terror” z 1964 roku to jeden z ostatnich filmów, które został nakręcone na farmie, na której pod koniec lat 60tych mieszkała banda Charlesa Mansona, która dopuściła się morderstwa m.in. na żonie Romana Polańskiego Sharon Tate. Film ten jest też określany jako jeden z najgorszych jakie powstały przebijając swą renomą nawet niesławne “Plan 9 z kosmosu”, czy nawet “Ptakodemię”.

Na Amerykańskim odludziu rozbija się statek kosmiczny, z którego wypełza wielki głodny potwór. Kosmita pożera wszystkich ludzi, którzy stają na jego drodze. Zastępca szeryfa Martin Gordon wraz ze swoją żoną z pomocą armii starają się powstrzymać bestię, oraz dowiedzieć się czemu przybyła na Niebieską Planetę.

Są trzy główne powody przez które powstają bardzo złe filmy. Albo reżyser nie ma za grosz talentu i umiejętności. Albo nie ma pieniędzy na porządną realizację pomysłu. Albo ma pecha. Reżyser “Pełzającego strachu” Vic Savage, który był też jego producentem, montażystą, oraz odgrywał główną rolę nie miał ani talentu, ani pieniędzy za to miał wielkiego pecha.

Fabuła “The Creeping Terror” to klasyka zimnowojennych horrorów science fiction. Bliźniaczo podobna do dziesiątek tanich filmów o inwazji obcej cywilizacji na Ziemię. To, co go wyróżnia to masakryczna nieudolność wykonania. Zacznijmy od początku.

Na Ziemi ląduje rakieta kosmiczna. Żeby to pokazać reżyser wykorzystał archwalne zdjęcia Nasa ze startu rakiety kosmicznej puszczone od tyłu przez, co wygląda jakby statek lądował. Tu się akurat nie czepiam, bo taki recykling materiałów filmowych był powszechny w tamtym okresie.

Ale, gdy ze statku wypełza obcy robi się już zabawnie przez sam jego wygląd. To chyba najbrzydszy potwór jaki widziałem, a uwierzcie, widziałem już wiele tanich jak barszcz monstrów skleconych z mopa i piłeczek pingpongowych. Ten tu miał wyglądać jak gigantyczny ślimak z czymś na kształt korpusu z przodu i wielkim otworem gębowym. Wyszła bezkształtna masa stworzona z dywanu pod którym siedzą ludzie poruszający odwłokiem obcego.

Reżyser fatalny wygląd stwora tłumaczył się faktem, że ponoć była zrobiona dużo lepsza kukła, ale została skradziona i musiał na szybko zrobić nową. No ja tego tłumaczenia nie kupuję.

Jak wspomniałem potwór wypełza ze statku i rusza w świat. Napotyka na swej drodze różnych ludzi, którzy zazwyczaj się migdalą po czym ich zjada. Serio, w tym filmie niemal wszystkie ofiary zabawiały się na uboczu, czy to w jakichś chaszczach, czy samochodzie. Stare, horrorowe porzekadło w końcu mówi: “kto wykazuje nadmierny popęd seksualny przyciąga maczety”. Maczety zamieńmy na ślimaki i wszystko będzie się zgadzać.

Koszmarnie wypada też gra aktorska i zachowanie ludzi w momencie ataków przez potwora. Ja wiem, że wszyscy aktorzy to totalni amatorzy, naturszczycy, a w najlepszy wypadku aktorzy epizodyczni. Ale, gdy szarżuje na Ciebie kosmiczny potwór, choć szarżuje to zbyt wiele powiedziane, bo sunie on ślimaczym tempem to uciekasz, a nie przez kilkadziesiąt sekund leżysz na kocu, aż bestia zdąży podejść i wsadzić cię do otworu gembowego. W ten sposób zachowują się tu wszystkie ofiary. Choć jeden gość wykazuje nawet odrobinę odwagi i rzuca się na wielką bestię okładając ją swoją gitarą. Efekt wyszedł komicznie.

Najgorzej wypadają jednak dialogi, a właściwie ich brak. O co chodzi? Otóż po zarejestrowaniu całego materiału okazało się, że z jakiegoś powodu nie nagrało się 85% dźwięku. Zapewne dźwiękowiec zapomniał wcisnąć record, albo wciągnęło mu taśmę. Reżyser rzecz jasna tłumaczył się, że ukradli mu rolki (gdzieś to już słyszałem). Co każdy normalny filmowiec zrobiłby na jego miejscu (oczywiście poza wyrzuceniem wszystkiego do kosza i zajęciem się czymś innym, np. pieleniem marchewki)? Rzecz jasna dograł dialogi już w studio, co w sumie było częstą praktyką. Ric Savage zrobił podobnie, ale zamiast dubbingu nagrał narratora, który wyjaśnia, co właśnie się dzieje na ekranie. W wyniku tego widzimy scenę, w której gada ze sobą dwóch facetów. My widzimy tylko poruszające się usta, no bo dźwięku nie ma, a narrator nam wszystko tłumaczy.

Samej fabuły też tu nie ma zbyt wiele. Dosłownie potwór pożera randomowe osoby, a zastępca szeryfa, miejscowy naukowiec i kilkuosobowy odział wojska podążają jego tropem. Vic Savage sztucznie wydłuża różne sceny, żeby film dobił do pełnego metrażu przez, co sceny pożerania ludzi przez potwora, czy chociażby scena w tancbudzie, w której obserwujemy bawiących się ludzi ciągną się w nieskończoność.

Ta scena właśnie na sali tanecznej jest jedną z zabawniejszych. Kilka par tańczy niczym paralitycy, paru gości wlewa w siebie alkohol. Gdy wpada do sali potwór ludzie zamiast uciekać sami podkładają się mu do pożarcia, a faceci zamiast uratować sytuację okładają się po pyskach.

Zabawny jest też sposób pokonania monstrum: odział armii pruje do bestii z ołowiu jednak bez rezultatów. Gdy widz myśli, że do jego likwidacji będzie potrzebne jakieś przebiegłe działanie, nie wiem, może futurystyczna broń zabrana ze statku kosmicznego, może zrzucona bomba atamowa, jakieś bakterie jak w “Wojnie światów” okazuje się, że można go zabić po prostu przy pomocy rzuconego granatu.

“The Creeping Terror” jest filmem tragicznym. Pod każdym względem złym. Ale, wicie co? Jego seans daje sporo frajdy. Oczywiście jeśli jesteście masochistami jak ja. Bo to film z tych tak złych, że aż dobrych. Idealny pod piwo i jointa w dobrym towarzystwie. Jednak sumienie nie pozwala mi wystawić innej oceny niż 1. Ale bawiłem się na nim nieźle.

Film ten ze względu na malejące zainteresowanie westernami był jednym z ostatnich nakręconych na ranczu Spahn. Na tym samym na którym cztery lata później osiedlił się Charles Mansona i jego banda, która w 1969 roku zamordowała Sharon Tate.

A co stało się z reżyserem tego dzieła, Viciem Savagem? Zniknął i od tamtej pory nikt o nim nie słyszał. I ja mu się nie dziwię. Dwie osoby zaangażowane w powstanie filmu jednak zyskały sławę. Był nim Byrd Holland odgrywający rolę szeryfa, a zarazem pierwszą ofiarę potwora, więc długą grą się nie nacieszył. Holland nie odniósł sukcesu jednak jako aktor, a twórca efektów specjalnych, którego robotę mogliśmy podziwiać w wampirycznym horrorze “Lemora: A Child’s Tale of the Supernatural“, czy “Wściekłości” Cronenberga. Natomiast niewymieniony nawet w napisach Richard Edlund, który stworzył napisy początkowe do “The Creeping Terror” później zasłynął jako twórca efektów wizualnych do oryginalnej trylogii “Gwiezdnych wojen”, czy “Poszukiwaczy zaginionej arki”.

Recenzję “Creeping Flesh” obejrzysz także na Youtube:

Exit mobile version