Site icon Horror blog

28 lat później: świątynia kości – recenzja

Reżyseria: Nia DaCosta
Kraj produkcji: USA, UK

Zapraszam do krótkiej, bezspojlerowej recenzji 28 lat później: świątynia kości.

Film ten jest bezpośrednią kontynuacją poprzednika. Śledzimy w nim losy małego Spika, który został siłą wcielony do gangu Jimmich. Grupa nastolatków pod przywództwem Sir Jimmy’ego Crystala, szaleńca i satanisty torturuje i morduje napotkanych ludzi.

Z drugiej strony obserwujemy doktora Kelsona, który nadal pracuje nad swą świątynią kości, ale także prowadzi eksperymenty nad zakażonym alfa Samsonem… a nawet się z nim zaprzyjaźnia. Oczywiście w końcu musi dojść do zetknięcia obu wątków.

W tej części zakażonych i ich ataków jest jeszcze mniej niż poprzednio. Zakażeni stanowią w zasadzie odległo tło i pojawiają się na ekranie sporadycznie, nie licząc wielkiego Samsona.

Fabuła jest nieco ciekawsza i spójniejsza. Film jest bardziej skondensowany, choć nie ma tu akcji, która gna na łeb na szyję. Reżyseria Nii DaCosty bardziej wyważona. Mniej tu eksperymentowania jak u Boyla, co wychodzi produkcji na dobre.

Sequel ten jest również świetnie nakręcony. Spokojniejszy, bez roztrzęsionej kamery, bo i scen napompowanych adrenaliną tu znacznie mniej. Wzorowo wypadają tu także Ralph Fiennes jako dr Kelson i Jack O’Connell w roli Jimmiego. Postacie dobrze rozpisane z pomysłem na siebie.

Epicka scena z końcówki z dr Kelsonem w swej świątyni kości jedni uznają za geniusz, inni za straszny cringe. Ja jestem gdzieś pośrodku. Chociaż muzyka się opór zgadzała.

Film jest nieco lepszy od poprzednika. Jeśli kupiła Was część pierwsza będziecie zadowoleni. Jeśli nie ta również Was nie kupi.

Zakończenie zaś zapowiada, że trzecia część może być bardziej klasyczna w stylu 28 dni później.

Exit mobile version